Wywiad z grudniowego numeru TMK.

Miesięcznika "To My Kibice" raczej nikomu nie trzeba przedstawiać, gdyż jest to jedyna gazetka, która w całości poświęcona jest trybunom i regularnie pojawia się na rynku od kilku lat. W grudniowym numerze pojawił się wywiad z naszym kibice, który jest jednym z założycieli ruchu kibicowskiego w Radzionkowie. Wywiad w całości można przeczytać również na naszej stronie ...

1.Do dziś toczy się dyskusja dotycząca historii powstania Waszego ruchu kibicowskiego. Ty jesteś jedną z tych osób, które go tworzyły od podstaw. Opowiedz coś więcej jak to wyglądało, kiedy miało miejsce...

Moja przygoda z kibicowaniem zaczyna się wcześniej, niż miało to miejsce z stadionem na Narutowicza 11 w Bytomiu.
Pochodzę z dzielnicy Piekar Śląskich, a konkretnie z Brzezin Śląskich. Tam od zawsze kibicowało się Ruchowi Chorzów i można by powiedzieć, że duch fanatyzmu zawsze mnie otaczał.
Duże znaczenie niewątpliwie miał fakt że mój ojciec zawsze kochał piłkę nożną. Chodził na mecze miejscowego Orła Brzeziny, odwiedzał I ligowe stadiony na Górnym Śląsku i kiedy to tylko było możliwe oglądał piłkę w telewizji.
Musimy wiedzieć, że mój ojciec ma na obecną chwilę ponad 80 lat i czasy jego młodości kibicowskiej wyglądały wtedy tak jak to opisuje czyli, że nie było specjalnych animozji między kibicami różnych drużyn a odwiedzanie różnych stadionów i kibicowanie
kilku drużynom było na porządku dziennych i nie było żadną dziwną rzeczą.
Chcąc nie chcąc byłem więc otoczony footbolem i zamiłowanie do piłki mi się udzieliło.
Ale przełomem był rok 1982 i MŚ w Hiszpanii.
Sytuacja w kraju byłą fatalna, szalał stan wojenny, a dzieciom takim jak ja udzielało się tez przygnębienie które towarzyszyło ich rodzicom.
Jedyną pociechą jaka w tych złych czasach mogła dodaź ducha Polakom była piłka, a szczególnie reprezentacja która w odróżnieniu od pseudokopaczy pokroju Błaszczykowskiego , Piszczka, Peszki czy farbowanych lisów typu Polański albo Boenisch naprawdę składała się
z ludzi którzy po prostu nie tylko kochali grę, ale mieli na prawdę ogromny talent do tej jakże prostej i ukochanej przez wszystkich ludzi na świecie gry.
Przełomem był mecz z Peru, gdy wracając od kumpla po I połowie meczu nie miałem już nadziei na jakikolwiek dobry wynik, słyszałem jak cała, kilkunastotysięczna dzielnica trzęsie się od ryku po bramkach dla Polski.
Wtedy już wiedziałem, piłka to moja miłość.
Zacząłem odwiedzać miejscowego Orła.
Dwa lata później przeprowadziłem się do Bytomia na osiedle zwane Sójczym, gdzie mieszkam do dziś.
Wiedząc już, że będę mieszkał niedaleko Radzionkowa byłem ciekaw co tam jest za drużyna.
No i wyczytałem w gazecie, że jest tam Ruch Radzionków, który zawsze był w czubie 4 ligi chociaż zawsze coś mu tam brakowało do awansu.
Gdy przyjechałem pierwszy raz na nowe mieszkanie to stwierdziłem, że mieszkam raptem kilkaset metrów od stadionu Cidrów, a więc jak to mówią piękna sprawa.
Na miejscu poznałem nowych kolegów, którzy a jakże by inaczej też interesowali się piłką nożną.
Z tą jednak różnicą, że ich nie interesował tylko wynik, ale również atmosfera na trybunach.
No to zacząłem odwiedzać nie tylko stadion przy ulicy Narutowicza 11 w Bytomiu ale też i Ruchu Chorzów, Górnika Zabrze, GKSu Katowice, Szombierek oraz nie ukrywając Polonii Bytom.
Jako 13, 14 letni dzieci oglądaliśmy stojąc obok albo po przeciwnej stronie z zapartym tchem jak wspaniale falują wielotysięczne młyny, jaki wspaniały doping niesie się po stadionach i jak fanatycy potrafią do ostatniej kropli krwi bić się o swój klub i swoje zasady którym hołdują.
Wtedy już wiedziałem, będę fanatykiem.
Moim marzeniem było, aby i takie coś powstało na Ruchu Radzionków.
No i okazja pojawiła się w sezonie 1988/89.
Ruch grał fantastycznie i pojawiła się szansa na awans do 3 ligi.
Zebraliśmy więc grupę kolegów, którzy też chodzili na Cidry, uszyliśmy pierwsze flagi w barwach Cidrów (ukradzione parę miesięcy wcześniej z okazji Barbórki, ponieważ były żółto-czarno- zielone) i podczas 3 stopniowych baraży do ówczesnej 3 ligi stworzyliśmy kilkudziesięcioosobowy młyn, który korzystając z doświadczeń obejrzanych na innych stadionach zaczął dopingować Ruch Radzionków.
Na początku pikniki patrzały na nas jak na wariatów, ale pewnej grupie młodych na naszych trybunach to się spodobało i dołączyli do nas.
Trzeba podkreślić że pikniki na Ruchu Radzionków do dzisiaj nie zmieniły swojego postępowania i zachowania i jesteśmy chyba jedyni na Śląsku, gdzie może być i 10 tyś. Ludzi, a dopingować będzie tylko młyn, ponieważ niekumata część publiki zawsze siedzi cicho jakby byli na mszy.
Tak wyglądał początek mojej przygody z aktywnym kibicowaniem i początkami ruchu kibicowskiego na Ruchu Radzionków.

2.Wynika z tego, że z Polonią początkowo żyliście w dobrych relacjach. Dziś tego powiedzieć raczej nie można. Od czego zaczęła się wasza regularna wojenka, która toczy się po dziś dzień?


Wydaje mi się, że ta zła inicjatywa wyszła od grupy decyzyjnej kibiców Polonii.
W pewnej chwili stwierdzili, że u ich boku może wyrosnąć groźna konkurencja w postaci "niezależnej " grupy kibicowskiej jaką byli coraz lepiej zorganizowani kibice Ruchu Radzionków.
Nikt nie lubi konkurencji, nawet takiej, która jest na daną chwilę nie groźna i która darzy sympatią większą grupę jaką była Polonia.
Wielu miejscowych kibiców Polonii odwiedzało stadion na Narutowicza i zapewnie dużo osób w Bytomiu obawiało się, że stracą ich na rzecz Radzionkowa.
Z tego co wiem w pierwszej połowie lat 90 dano im wybór nie do odrzucenia: Albo Polonia albo Cidry. Oczywiście przytłaczająca większość wybrała Polonię .
A jeden z pierwszych zorganizowanych ataków i początek tej tzw. wojenki miał moim zdaniem miejsce około roku 94-95 po meczu Radzionkowa z Odrą Opole i trwa to do dziś.
Kulminacyjnym momentem było zamordowanie przez polonistów naszego młynowego 26-04-2008.
Od tego momentu wszelakie możliwości porozumienia są już nie możliwe. Nienawiść będzie trwała do momentu, kiedy nie umrze ostatni kibic Ruchu Radzionków i Polonii.

3.Od lat Polonia zarzuca wam konfidenctwo. Temat został podłapany przez wiele ekip w tym częstochowski Raków czy sosnowieckie Zagłębie, którzy na meczach z wami cisną wam od konfitur. Jak te zarzuty mają się do realiów?

I od lat jest to temat przez nich wyolbrzymiany, a ich propaganda na temat konfidentów w naszej ekipie jest lepsza, niż ta w „GW” na temat kibiców. Nie ukrywamy tego, że zdarzały się dwa przypadki, gdy ktoś kogoś pogonił na psach np. w 2009 r. po naszym powrocie z turnieju kibiców w Wodzisławiu i to wydarzenie postawiło całą naszą ekipę w najgorszym świetle i wszystkie stawiane zarzuty z tym musieliśmy przyjąć, jednak wyraźnie podkreślamy, że takie zachowania nigdy nie były, nie są i nie będą przez nas akceptowane i tolerowane. Odkąd pojawiła się u nas młodzież, która „przejęła” stery ruchu kibicowskiego po kibicach „ekstraklasowych” to trzy osoby związane z Ruchem rozjebały się na psach i jak w każdej normalnej ekipie (Bo przecież nie tylko u nas były takie przypadki, a takie zarzuty stawiano o wiele większym i poważniejszym ekipom od Nas, szczególnie w miastach derbowych) bez zawahania i bez chwili wątpliwości te osoby zostały wykluczone z naszego grona. A do dzisiaj Polonia propaganduje na całą Polskę jaka to z nas jest ekipa konfidentów i dziwne, że jeszcze inni do podłapują, a z ich strony to nic innego jak mocna propaganda, ale sytuacja jest prosta – jeśli nie potrafisz wytępić kogoś nawet nie honorowymi akcjami, to sięgasz po inne metody. I niestety na tej płaszczyźnie im to wychodzi, bo większość wierzy tym większym, a nikt nie liczy się z zdaniem mniejszej ekipy takiej jak My, nawet, gdy wiemy swoje i gdy nie raz Polonia udowadniała, że wcale nie jest taka „święta”.


4.W ciągu waszych wszystkich lat istnienia nie mieliście nigdy zgody z prawdziwego zdarzenia z żadną ekipą – w czym tkwi ta matnia?

Myślę, że przyczyną jest nasza mała liczebność oraz skuteczna propaganda Polonii Bytom.
Zawsze byliśmy postrzegani przez pryzmat tego co powie kibicowskiej Polsce Polonia.
Nigdy tez nie wygraliśmy żadnego spektakularnego starcia z porządną ekipą , za to dosyć często dostawaliśmy oklep czy nie podejmowaliśmy rękawic.
Kto z normalnych ekip chce mieć poważne relacje z nielicznymi (choć tutaj sytuacja jest płynna) to jeszcze na dodatek nie przedstawiającymi większej wartości bojowej kibicami Cidrów?
Jedyne co nam zaproponowano to "fan clubowanie" jednej z czołowych ekip z Śląska po uprzednim sprawdzeniu nas na ubitej ziemi, jednak temat ucichł to raz, a dwa to na pewno nie dopuścimy do tego, aby być kogoś Fan Clubem.
Cóż Takie życie i trzeba się radzić samemu. Pozostają nam dobre kontakty z ekipami pokroju Szombierek Bytom czy Dozametu Nowa Sól. Trzeba znać swoje miejsce w szeregu i my je znamy.

5.W ciągu paru ostatnich lat z ekipy, która zaliczała śladowe ilości wyjazdów zrobiła się z was grupa kibicowska będąca zawsze i wszędzie ze swoim klubem. Mając takiego Wielkiego Brata nad sobą – czego efektem była taka zwyżka formy kibicowskiej?

Po złotych latach w Ekstraklasie nastąpiła era, gdzie nasz klub małymi krokami upadał spadając aż do 4 ligi. W tym czasie wiele osób zrezygnowało całkowicie z kibicowania Lub przerzuciły się na stronę „Wielkiego Brata” i nie tylko, bo przecież w obrębie są takie kluby jak Ruch Chorzów czy Górnik Zabrze, gdzie nie jedna osoba pojechała raz i tam już została do dzisiaj. Na szczęście zostało kilku wariatów, którzy woleli oglądać piłkę na poziomie 4 ligi i dopingować z małego młynka swój lokalny klub. Gdy w klubie nie było nawet kasy na wody czy piłki, pewnego dnia pojawił się facet, który zainwestował w Cidry twierdząc, że chciałby coś zrobić dla Ruchu. Od tego momentu nasz klub zaczął brnąć w górę zapraszając do siebie kibiców nie tylko tych zasiadających na piknikach. W 2004 r. powstała jeszcze u nas grupa ultras South Inferno, gdzie chłopaki konkretnie wzięli się za oprawy, bo przecież w latach wcześniejszych oprócz jakiś rac czy balonów nic ciekawego nie było i właśnie te prezentacje również zachęcały do tego, że kibice woleli być w młynie, gdzie się coś działo. Na wyjazdy zaczęły w tym czasie jeździć całkiem nowe osoby, które raczej w Ekstraklasie zasiadywały na piknikach z rodzinami np. Ja : ) i tak pozostało do dzisiaj. Raz wybierzemy się w większej liczbie, raz w mniejszej, jednak staramy się być zawsze i wszędzie. Na wyjazdy jeżdżą praktycznie cały czas te same mordy, bez pikników i mimo wyjazdu powiedzmy jednym autokarem, atmosfera jest zawsze zajebista. Ma to swoje wady i zalety. Spotkaliśmy się z opinią innych kibiców, którzy sami by woleli jeździć w mniejszej, ale zaufanej ekipie bez masówek i przypadkowych osób. W takich przypadkach konkretną wadą jest to, że jesteśmy dobrze znani policji i co by się nie działo, to wszystkich mają na „tacy”


6.Jakbyś miał nam wspomnieć o najlepszym wyjeździe, to opowiedziałbyś o...

Był już 3 dni później, gdy pojechaliśmy praktycznie świętować awans na Rymera Niedobczyce.
Do awansu potrzebny nam był tylko remis i wszystkim wydawało się, że to pestka, szczególnie po tym co nasi piłkarze pokazali kilka dni wcześniej.
Sympatyków Ruchu do Niedobczyc pojechała ogromna, chociaż znowu niemożliwa przeze mnie do określenia liczba.
Dość powiedzie, że większa liczba gospodarzy zasiadła w ... klatce dla gości.
Zaopatrzeni w ogromne ilości alkoholu fanatycy i pikniki z Radzionkowa pojechali w radosnym nastroju bez jakichkolwiek zapędów niszczycielskich czy nawet bojowych.
Wszak mieliśmy tam świętować powrót po 40 latach na zaplecze ekstraklasy, a byliśmy chętni do opijania ich nawet z miejscowymi kibicami, bo jak wiadomo dlaczego by się nie podzielić z innymi naszym szczęściem.
Niestety, mecz nie układał się po naszej myśli. Ewidentne błędy i sędziowanie pod górkę Cidrom przez sędziego, który okazał się być przekupiony przez Tychy ( nie potwierdzone do końca) coraz bardziej denerwowało naszych kibiców. Wjazdy na murawę (chociaż tylko pojedynczych osób) , pyskówki z sędzią i wypity alkohol coraz bardziej podgrzewały naszych kibiców. Wreszcie jedna czy dwie nie uznane bramki dla Cidrów i bramka dla Niedobczyc z kilkumetrowego spalonego.
Po kilkunastu minutach koniec meczu i informacja że Tychy wygrały 6 - 1 z Odrą Opole co dawało im awans i wtedy rozpętało się pandemonium.
Zazwyczaj spokojni kibice Radzionkowa szturmem zaatakowali budynek klubowy Rymera po drodze niszczą nowiutką tablice świetlną w którą zostały wbite grabie, siekiera i jakiś jeszcze jedno narzędzie ogrodnicze (diabeł wie skąd je nasi wzięli? ).
Budynek zostaje otoczony przez naszych kibiców, którzy wybijają szyby w budynku kamieniami i butelkami.
Flaga Rymera wisząca na maszcie zostaje ściągnięta i podarta na strzępy, zaś samochód sędziego zostaje potraktowany jak trampolina.
Wszyscy żądają głów sędziów, a szczególnie głównego. Ten zamyka się w budynku i błaga o pomoc policję której na tym meczu było akurat w liczbie 4 lub 5 zasiadających w jednej Nysce. Dopiero przybycie prewencji z Katowic uspokoiło gorące od wściekłości łby naszych kibiców.
Ale było już po wszystkim. Rozpacz i beznadzieja zastąpiła radość i euforie sprzed kilku dni.
Trzeba było znowu czekać.


7.Który z meczów u siebie zapadł Ci najbardziej w pamięci?

No cóż było ich kilka ale dla mnie, wtedy 20 letniego chłopaka było to niewątpliwie największe przeżycie i pozostaje nim do dziś.
Chodzi oczywiście o mecz Ruch Radzionków - GKS Tychy w czerwcową środę 1992 roku.
Gra toczy sie o najwyższą stawkę dla obydwu drużyn. Tylko zwycięstwo na kolejkę przed końcem daje praktycznie awans każdej z ekip.
Tyszanie przyjeżdżają kilkoma/kilkunastoma przegubami i zapełniają ponad miarę sektor dla gości. Oczywiście o żadnych krzesełkach nikt wtedy nie słyszał, więc trudno mi jest określić ich liczbę. Moim zdaniem było ich ponad 2 tyś. ale uprzedzam, że nie jestem dobry w szacowaniu publiki
zwłaszcza tak gęsto stłoczonej, więc może wyolbrzymiam albo też i mniejszą ich liczbę podaje.
Po naszej stronie zapełniony na maksa stadion. Może 6, może 8, a kto wie może i 10 tyś. naszych kibiców - trudno powiedzieć.
Na prostej nasz młyn, który wtedy był imponujący jak na nasze warunki. Kilkaset chłopa.
Na płocie wiszą flagi Radzionkowa, Górnika i …Polonii Bytom z którą wtedy nie było po prostu żadnej kosy.
Mecz jest zacięty, a kibice zarówno Radzionkowa jak i Tysovii ciągle wbiegają na murawę, a ówczesna policja uzbrojona tylko wpałki ma pełne ręce roboty.
Doping z obydwu stron na prawdę bardzo głośny.
Ale przychodzi kulminacja czyli ostatnie 10 min meczu.
Najpierw bramkę strzelają Tychy i to oni są jedną noga w ówczesnej 2 lidze. Tyska wiara wpada na murawę i już świętuje awans.
Ale to nie koniec. Po powrocie na sektor i kilku minutach karny dla Radzionkowa do którego podchodzi nasza legenda czyli Marian Janoszka i …
nie strzela. Rozpacz na naszych sektorach i euforia w szeregach Tyszan, którzy znowu wbijają się na murawę. Awans dla GKS Tychy myśli większość z nas.
Ale to nie koniec, po chwili bramka kontaktowa dla Cidrów, nasz wjazd na murawę i po kilku chwilach główka tego który jak to mawiają, że takie czoło ma tylko On i Pele,
czyli Janoszki. Szał jaki zapanował wtedy na trybunach (wjazd na murawę był obowiązkowy) był trudny do opisania. A to co się działo, gdy za chwile sędzia zakończył mecz utkwi mi do końca życia. Nie byłem wtedy szczęśliwy, nie byłem w euforii. Byłem w amoku, radości i szczęścia i do końca nie mogłem uwierzyć, że to tak się skończyło.
Chciałem też nadmienić, że już godzinę po meczu kupienie wódki, piwa czy wina w jakimkolwiek sklepie w Radzionkowie, czy na bytomskich dzielnicach jakich jak Stroszek czy Vitor, graniczyło z cudem.

8.Dziś kibice Ruchu Radzionków znajdują się w sytuacji, w jakiej nie chciałby być chyba nikt, kto ma w sobie duszę fanatyka. Jak radzicie sobie z problemem braku klubu?

Jest to dla nas kolejny ciężki etap w kibicowaniu i jesteśmy świadomi tego, że pozostaną tylko najwierniejsi kibice i oby było ich jak najwięcej. Każdy z nas liczył na to, że przynajmniej wystartujemy w jakieś A Klasie, bo nie takie ekipy przerabiały upadki i ligi „buraczane”, a i w cale nie ma tak nudno jak się wydaje w niższych ligach. Niestety osoby zarządzające klubem postanowiły całkowicie wycofać Cidry na rok, aby uporządkować wszystkie długi. Jeśli wszystko pójdzie po ich myśli, to już w przyszłym sezonie według przepisów wystartujemy w 3 lidze. A jak obecnie sobie radzimy z brakiem klubu? Na pewno przy każdej możliwej sytuacji zaznaczamy, że mimo braku Ruchu Radzionków są nadal kibice. Wiem, że też niektóre osoby, by zabić sobotnią nudę jeżdżą po kraju i oglądają trybuny na tych ciekawszych spotkań, zawsze można się czegoś nauczyć do tych lepszych. Teraz też żałujemy, że nie mamy konkretnej zgody, którą byśmy mogli wspierać, bo nikomu nie życzymy przesiadywania w soboty w domu. Zresztą każdy fanatyk podczas przerwy w sezonie odlicza do pierwszego meczu, a My tak musimy odliczać przez rok. Cóż, przeczekamy ten okres i zobaczymy co będzie dalej, bo na obecną chwilą trudno powiedzieć.


9.Czy w tym trudnym czasie zauważacie odpływ ludzi z waszej ekipy? Jeśli tak, to jak oceniacie ten proceder? Gdy wrócicie na piłkarską mapę za rok czy przyjmiecie te osoby znów w swoje szeregi?

Wierność to podstawa i o to powinien dbać każdy prawdziwy fanatyk. Dla mnie jest to nie do zrozumienia jeśli dana osoba stoi z Tobą w młynie, jeździ na wyjazdy, krzyczy co mecz „ …Jesteśmy z Tobą, nie opuścimy Cię … „ a nagle pewnego dnia zmienia barwy, zawsze mając jakąś wymówkę. Niestety temat przerzutów przewija się u nas od kilku lat i można by o tym napisać osobną książkę, ale z drugiej strony, nie wiem jak inne ekipy potrafią takie osoby przyjąć w swoje szeregi. Na obecną chwilę to kto się miał przerzucić to już to chyba zrobił i nie wierzę, by ktoś poszedł w tą samą stronę z obecnych kibiców w naszym młynie. To tyle na temat przerzutów, a kibiców, którzy zrezygnowali obecnie z kibicowania z powodu braku klubu nie widać co nas bardzo cieszy, lecz tak naprawdę wszystko będzie widoczne na pierwszym meczu, więc trudno mówić obecnie o jakimś odpływie ludzi.


10.Doczekacie się wreszcie swojego stadionu w Radzionkowie, czy czeka was dożywotnia gra na bytomskiej dzielnicy Stroszek?

Na to pytanie ciężko odpowiedzieć, jednak coraz bardziej jesteśmy przekonani, że prędzej Radzionków uzyska dostęp do morza niż wybuduje stadion w swoim mieście. Naprawdę ciężko w Polsce spotkać miasto, które nie posiada swojego stadionu, czy nawet boiska pełnowymiarowego, a co jakiś czas słyszymy jak stadiony budowane są nawet na wioskach, więc wszystko można. Prawda jest taka, że dzięki Cidrom ludzie w Polsce wiedzą, że istnieje takie miasteczko jak Radzionków, które ma tylko 17 tyś. Mieszkańców. Nie raz będąc na wakacjach ludzie pytali skąd jestem – odpowiedziałem Radzionków, to od razu szybkie skojarzenie „ A to Ruch Radzionków i ten Ecik co tak dobrze grał głową”. W zamian miasto od „XX” lat nie potrafi wybudować nawet pełnowymiarowego boiska z małą trybuną. Obecny burmistrz podczas naszych awansów obiecał nowy stadion, pokazywał już projekty, deklarował pomoc prezesowi, który wyłożył mnóstwo swoich pieniędzy i na tym się skończyło. Okazał się kolejnym kłamcom i prostakiem, jednak tym razem nie odpuścimy tego i co jakiś czas robimy różne akcje na mieście skierowane przeciwko jemu. Jesteśmy przekonani, że nowy stadion również rozwiązał by problemy finansowe w naszym klubie, jednak burmistrz woli zadłużać miasto i robić niepotrzebne inwestycje, niż pomyśleć o klubie i jeszcze lepszej reklamie miasta na poziomie 1 ligi. Najlepszy hit jest taki, iż miasto wyznaczyło tereny, gdzie może zostać wybudowany stadion, (Terany agroturystyki) jednak nie mogą zacząć budowy, ponieważ … i teraz uwaga – Jak sam burmistrz twierdzi, w tym miejscu rosną aronie, które co pół roku zbierane są przez rolników i trzeba czekać, aż zostaną całkowicie zebrane … no śmiech na Sali jak to słyszymy co pół roku. Zawsze mają jakąś wymówkę, jednak w kwestii nowego stadionu w Radzionkowie nie odpuścimy i będziemy walczyć do końca o to, co nam się należy.


11.Czy będziecie chcieli mieć w nowym-starym klubie mieć większy wpływ jako fanatycy na działania klubu i podejmowane decyzje?

Do tej pory w zarządzie zasiadywały osoby, które w przeszłości również były obecne w młynie czy też na wyjazdach, więc z komunikacją na linii zarząd – kibice nie ma źle, a nawet bym powiedział, że jest dobrze. Nigdy zarząd nie wpieprzał się w to, co robimy na trybunach, a sam były prezes twierdził, że trybuny są nasze i zasady my narzucamy. Jeśli chodzi o same decyzje w klubie to tutaj raczej nic się nie zmieni, bo jeśli było coś kontrowersyjnego to osoby z młyna zawsze starały się podpowiedzieć czy nawet pomóc. Ruch Radzionków jest małym klubem również od strony zarządu, bo nie ma w nim kilkunastu osób, tylko skromna załoga, która stara się o to by było jak najlepiej, więc i my, kibice czasami pomożemy w różnych aspektach.


12.Na sam koniec standardowe pytanie - czego życzysz sobie, co byłoby związane z Cidrami, nawet gdyby miało być to najbardziej nierealne marzenie?

Na ogół przy takich pytaniach większość kibiców marzy o tym, by jego drużyna zdobywała mistrza Polski i grała w Lidze Mistrzów przy pełnych trybunach. Ja natomiast marzę o czymś innym. Aby Ruch Radzionków powrócił na piłkarską mapę Polski i mógł spokojnie grać bez problemów finansowych. Nawet, gdyby się udało znowu awansować powiedzmy do 1 ligi, to żeby tam zostać lub spaść na normalnych zasadach, a nie przez to, że brakuje pieniędzy. Marzy mi się również nowy stadion w Radzionkowie, kameralny, gdzie z daleka każdy będzie go widział przy blasku jupiterów. Tego właśnie sobie jak i każdemu z Cidroków życzę …



Dodane: 2013-01-09
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04