Polska - Czarnogóra
Od dłuższego czasu na kadrze grającej na Polskich stadionach wieje nudą, a stadion zapełnia się praktycznie tylko przez Januszy, którzy potrafią gwizdać, zaśpiewać dwa razy „Polska Biało Czerwoni” i w zasadzie to wszystko, bo nawet całego hymnu nie potrafią odśpiewać. Mecz z Czarnogórą w ramach eliminacji do MŚ miał być całkiem inny na trybunach.Wcześniej również wielkim problemem były bilety na meczach
reprezentacji, które zamiast trafiać w ręce prawdziwych fanatyków,
trafiały do firm i ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o prawdziwym
kibicowaniu.
Od czasu zmiany prezesa na stanowisku PZPNu trochę się zmieniło, lecz do ideału jeszcze bardzo daleka droga, jednak na mecz z Czarnogórą część biletów właśnie została przekazana dla normalnych kibiców.
Ostatecznie nie wszyscy z tego skorzystali z racji tego, że większość pewnie nie wierzy w to, że wróci normalność na kadrę jak za czasów spotkań w Chorzowie.
My, jako kibice Ruchu Radzionków wybraliśmy się do Warszawy w 15 osób, z czego czwórka dotarła do Warszawy dopiero przed samym meczem. Wyruszyliśmy przed południem, ponieważ pewne były korki na trasie, lecz nikt się nie spodziewał tego, że już pierwsze zaczną się przed Częstochową, gdzie spędziliśmy sporo czasu.
Do samej Warszawy większych problemów nie było i dopiero przed samym wjazdem do Stolicy znowu straciliśmy sporo czasu w korku i każdy z nas się zastanawiał jak ludzie to wytrzymują jadąc co dziennie z pracy.
Już po dotarciu pod stadion Narodowy szybko parkujemy samochody na parkingu i wyruszamy na miasto, by coś zjeść. Część z nas w tym czasie wspominała mecz z Ruskimi, gdzie jeszcze niedawno sporo się działo na tej samej ulicy, którą sobie spokojnie spacerowaliśmy.
Były plany, by trochę pochodzić po Warszawie, jednak ze względu na stracony czas w korkach musieliśmy szybko wrócić na stadion.
O dziwo wejście przebiegło sprawniej niż na naszych meczach – ochroniarz trochę poklepał nogi, brzuch i to wszystko. Kto by chciał to by wniósł pirotechnikę bez problemu, jednak jak się później okazało nie wszędzie tak było, bo na innych bramkach ochrona zabierała szaliki i flagi z klubowymi herbami.
Po wejściu na stadion i niby oddzielony sektor dla kiboli byliśmy w szoku i nie dlatego, że stanęliśmy na ładnym stadionie, a dlatego, że wokół nas praktycznie same pikniki o których pisaliśmy wyżej.
Niestety nie było zbyt dużego zainteresowania biletami dla ekip przez co pikniki to wykorzystały i chcąc nie chcąc znalazły się na sektorze za bramką.
Po jakimś czasie zauważyliśmy, że na dole zaczęli się schodzić normalni kibice więc i my dołączamy do nich i na szczęście przed samym rozpoczęciem meczu wykreowała się jakaś tam grupa co nie spodobało się piknikom, którzy znaleźli się w samym środku.
Na pewno dobrze widoczny był Hutnik Kraków, który rozkręcił doping, ale oprócz nich widoczna też była Jagiellonia, GKS Bełchatów, Bałtyk Gdynia i w zasadzie wiele innych, głównie mniejszych ekip.
Na wyjście piłkarzy i hymn cały stadion podniósł biało-czerwone folie niestety zasponsorowane przez PZPN. Znów kibice z Czarnogóry, którzy pojawili się w około 50 odpalili race przy hymnie.
Później już był tylko doping na naszym sektorze i dobra atmosfera mimo nie dużej liczby w młynie. Również mogliśmy zauważyć, że jak tylko pojawił się doping w młynie, to już reszta stadionu nie nadążała za nami, a doping „Januszy” kończył się na gwizdach i krótkim „Polska Biało Czerwoni”, czyli standardowo jak co poprzedni mecz.
W pierwszej połowie zaprezentowano sektorówką związaną z dobrze już znaną akcją „Kolorujemy” – oczywiście nigdzie w mediach do teraz o tym nie wspomniano.
W drugiej połowie zabawa na naszym sektorze była jeszcze lepsza dzięki temu, że ktoś przyniósł megafon i bęben. Taniec tyłem, Szkocja i wiele innych dobrze znanych przyśpiewek z ligowych stadionów.
Jeśli chodzi o piłkarzy czy jak ich tam nazwać, zremisowali 1:1 i raczej na dobre pożegnali się z Mistrzostwami Świata, chociaż w 94 min. Stadion wybuchł z radości i tak samo piłkarze byli już w niebie ciesząc się pod sektorem kibiców po strzelonej bramce, która po chwili nie została uznana, czy słusznie – niech ocenią inni.
Podsumowując mecz z Czarnogórą i powrót kiboli to nie do końca wszystko wyszło tak jak powinno. Niestety nie wszyscy skorzystali z biletów przeznaczonych dla Fanatyków, chociaż i tak było o wiele lepiej niż na takich meczach jak z Ukrainą czy San Marino i mimo skromnej liczby w młynie to dawaliśmy radę i wystarczy, by na przyszłość zaangażowały się inne ekipy i może nie wróci już atmosfera z lat ’90, ale i tak będzie dobrze – cały czas do przodu!
POLSKA KIBOLSKA!

Od czasu zmiany prezesa na stanowisku PZPNu trochę się zmieniło, lecz do ideału jeszcze bardzo daleka droga, jednak na mecz z Czarnogórą część biletów właśnie została przekazana dla normalnych kibiców.
Ostatecznie nie wszyscy z tego skorzystali z racji tego, że większość pewnie nie wierzy w to, że wróci normalność na kadrę jak za czasów spotkań w Chorzowie.
My, jako kibice Ruchu Radzionków wybraliśmy się do Warszawy w 15 osób, z czego czwórka dotarła do Warszawy dopiero przed samym meczem. Wyruszyliśmy przed południem, ponieważ pewne były korki na trasie, lecz nikt się nie spodziewał tego, że już pierwsze zaczną się przed Częstochową, gdzie spędziliśmy sporo czasu.
Do samej Warszawy większych problemów nie było i dopiero przed samym wjazdem do Stolicy znowu straciliśmy sporo czasu w korku i każdy z nas się zastanawiał jak ludzie to wytrzymują jadąc co dziennie z pracy.
Już po dotarciu pod stadion Narodowy szybko parkujemy samochody na parkingu i wyruszamy na miasto, by coś zjeść. Część z nas w tym czasie wspominała mecz z Ruskimi, gdzie jeszcze niedawno sporo się działo na tej samej ulicy, którą sobie spokojnie spacerowaliśmy.
Były plany, by trochę pochodzić po Warszawie, jednak ze względu na stracony czas w korkach musieliśmy szybko wrócić na stadion.
O dziwo wejście przebiegło sprawniej niż na naszych meczach – ochroniarz trochę poklepał nogi, brzuch i to wszystko. Kto by chciał to by wniósł pirotechnikę bez problemu, jednak jak się później okazało nie wszędzie tak było, bo na innych bramkach ochrona zabierała szaliki i flagi z klubowymi herbami.
Po wejściu na stadion i niby oddzielony sektor dla kiboli byliśmy w szoku i nie dlatego, że stanęliśmy na ładnym stadionie, a dlatego, że wokół nas praktycznie same pikniki o których pisaliśmy wyżej.
Niestety nie było zbyt dużego zainteresowania biletami dla ekip przez co pikniki to wykorzystały i chcąc nie chcąc znalazły się na sektorze za bramką.
Po jakimś czasie zauważyliśmy, że na dole zaczęli się schodzić normalni kibice więc i my dołączamy do nich i na szczęście przed samym rozpoczęciem meczu wykreowała się jakaś tam grupa co nie spodobało się piknikom, którzy znaleźli się w samym środku.
Na pewno dobrze widoczny był Hutnik Kraków, który rozkręcił doping, ale oprócz nich widoczna też była Jagiellonia, GKS Bełchatów, Bałtyk Gdynia i w zasadzie wiele innych, głównie mniejszych ekip.
Na wyjście piłkarzy i hymn cały stadion podniósł biało-czerwone folie niestety zasponsorowane przez PZPN. Znów kibice z Czarnogóry, którzy pojawili się w około 50 odpalili race przy hymnie.
Później już był tylko doping na naszym sektorze i dobra atmosfera mimo nie dużej liczby w młynie. Również mogliśmy zauważyć, że jak tylko pojawił się doping w młynie, to już reszta stadionu nie nadążała za nami, a doping „Januszy” kończył się na gwizdach i krótkim „Polska Biało Czerwoni”, czyli standardowo jak co poprzedni mecz.
W pierwszej połowie zaprezentowano sektorówką związaną z dobrze już znaną akcją „Kolorujemy” – oczywiście nigdzie w mediach do teraz o tym nie wspomniano.
W drugiej połowie zabawa na naszym sektorze była jeszcze lepsza dzięki temu, że ktoś przyniósł megafon i bęben. Taniec tyłem, Szkocja i wiele innych dobrze znanych przyśpiewek z ligowych stadionów.
Jeśli chodzi o piłkarzy czy jak ich tam nazwać, zremisowali 1:1 i raczej na dobre pożegnali się z Mistrzostwami Świata, chociaż w 94 min. Stadion wybuchł z radości i tak samo piłkarze byli już w niebie ciesząc się pod sektorem kibiców po strzelonej bramce, która po chwili nie została uznana, czy słusznie – niech ocenią inni.
Podsumowując mecz z Czarnogórą i powrót kiboli to nie do końca wszystko wyszło tak jak powinno. Niestety nie wszyscy skorzystali z biletów przeznaczonych dla Fanatyków, chociaż i tak było o wiele lepiej niż na takich meczach jak z Ukrainą czy San Marino i mimo skromnej liczby w młynie to dawaliśmy radę i wystarczy, by na przyszłość zaangażowały się inne ekipy i może nie wróci już atmosfera z lat ’90, ale i tak będzie dobrze – cały czas do przodu!
POLSKA KIBOLSKA!

Dodane: 2013-09-10