Marsz Niepodległosci 2013

11 Listopada w Warszawie organizowany był kolejny już Marsz Niepodległości, na tym ważnym zgromadzeniu narodowym nie mogło zabraknąć również naszych kibiców, jak to miało już miejsce w poprzednich latach. W tym roku w stolicy zjawiło się 20 kibiców Ruchu Radzionków aby dumnie wraz z rodakami świętować, a również manifestować swoją miłość do ojczyzny. Inicjatywa Marszu Niepodległości zrodziła się kilka lat temu i z roku na rok pojawia się coraz większa liczba uczestników, co może jedynie cieszyć i napawać optymizmem. Szacuje się, że w tym roku zjawiło się na Marszu 100 000 osób.

Na wstępie chciałem zaznaczyć, że tym razem nie będzie to typowa relacja pojawiająca się na naszej stronie. Będzie to raczej osobisty opis wydarzeń podczas Marszu oraz zbiór przemyśleń jednego z uczestników. Osobiście miałem okazję uczestniczyć drugi raz w tym wydarzeniu dlatego też pojawi się tutaj wiele porównań do ubiegłorocznego Marszu. Tak ogólnie to chyba domyślam się skąd pochodzi ogromny sukces MN, który w zasadzie co roku przyciąga dwukrotnie większą rzeszę uczestników niż w roku poprzednim - po prostu każdy kto raz się tam pojawi, na pewno nie odpuści kolejnego marszu, a przy okazji nakłoni najbliższych bądź znajomych. Marsz Niepodległości ma w sobie to coś co może zrozumieć tylko uczestnik, to tak jak dla nas kibiców mecze, wyjazdy czy oprawy – dla zwykłych szarych ludzi to nienormalne, a dla nas to całe życie, jak się raz zasmakuje to trudno z tym skończyć (bo i po co?).

W ubiegłym roku podczas podróżowania w kierunku Warszawy pierwsze patrole policyjne obstawione były już w okolicach Siewierza i z każdym kilometrem było ich więcej, oczekiwałem więc, że w tym roku będzie podobnie, jednak ku mojemu zaskoczeniu na trasie pojawiało się niewiele policji co napawało optymizmem przed nadchodzącym dniem. Za to na trasie jak i na wszystkich postojach nie zawiedli ci, którzy równie jak my zmierzali w kierunku stolicy. Samo pokonywanie trasy już nadaje pewien smaczek, kiedy to co jakiś czas wyprzedzają cię wypełnione samochody z barwami Polski, a na każdych postojach możesz zobaczyć grupy ludzi. Tworzy to swego rodzaju poczucie dumy i braterstwa z rodakami. Nie są to puste słowa, ponieważ na każdym zajeździe podchodzili do nas obcy ludzie z różnych miast i najczęściej to było kibice innych klubów – nie było tutaj miejsca na agresywne zachowania, a jedynie czas poświęcano na krótkich rozmowach i życzeniu udanego dnia.
Po przyjeździe do Warszawy atmosferę nadchodzącego głównego wydarzenia można było czuć nawet kilka godzin przed 15:00 (na tą godzinę zaplanowano start Marszu), wiadomo było, że wszyscy przybywają do stolicy tylko na jeden prawdziwy narodowy marsz – Marsz Niepodległości!

 Około godziny 15:00 na placu przy Rondzie Dmowskiego zaczął się formować pochód aby wkrótce morze polskości mogło zalać ulice Warszawy. Niestety wtedy dochodzi do pierwszego moim zdaniem błędu organizacyjnego – ruszyliśmy w Marszu i przeszliśmy spory kawałek ponad pół kilometra kiedy nagle między tłumem przebiega Marian Kowalski z megafon ogłaszając, żeby wszyscy zawrócili, ponieważ Marsz jeszcze oficjalnie nie ruszył… Trochę to wprowadziło zamieszania, ale po około 20 minutach wszystko wróciło do normy i już dumnie kroczyliśmy manifestując całemu światu, że ‘nadchodzi, nadchodzi MARSZ NIEPODLEGŁOŚCI’.

Kiedy przechodziliśmy obok ulicy, na końcu której było widać słynny już plac gdzie znajdowała się tęcza homopropagandy mimo, że Marsz szedł do przodu to sporo osób zaczęło skręcać w tą właśnie ulicę. Po chwili wszystko było jasne, nad budynkami pojawiły się kłęby dymu, a znak środowisk LGBT stał w płomieniach. Od razu było wiadomo, że przez najbliższy miesiąc wszystkie polskie media będą miały ostrą sraczkę, a lewackie środowiska będą płakać o faszystach palących znak równości. Warto tutaj zaznaczyć, że my mamy gdzieś kto jest jakiej orientacji, my nie walczymy z pedałami – my walczymy z homopropagandą, która pod przykrywką tolerancji próbuje nam wciskać, że jest to normalne. Szanujmy się.. Gdzie w Warszawie bądź w innym mieście znajdziemy tęczę, pomnik lub inny obiekt promujący heteroseksualność?!



Idziemy dalej ulicami Warszawy, w tym czasie sobie myślę, że jest to chyba historyczny marsz, ponieważ jest bardzo spokojnie i nic się nie dzieje, a jedyny aspekt spalenia tęczy to nie jest wielki problem. Jedynie co mi się bardzo rzuciło w oczy to multum chłopaków w kominiarkach krążących po bocznych chodnikach ciągle szukających atrakcji albo rzucających petardy hukowe. Mimo, że jestem kibicem i pochodzę całkowicie z tego środowiska trochę mi to biło po oczach ze względu na to, że pokładam duże nadzieje w Ruchu Narodowym i tym, że możemy coś zmienić, że damy rade wykurzyć wszystkich postkomunistycznych działaczy, urzędników i polityków, ponieważ dopóki Ci zdrajcy i złodzieje będą zasiadać na tych stanowiskach do tego czasu nie będzie w Polsce normalnie i nadal przeciętny obywatel tego kraju będzie stać nad wyborem życia w nędzy w kraju, albo wyjechać na obczyznę. Wracając jednak do zamaskowanych typów trochę psuje to ideę i odbiera narodowcom możliwości głosu, w moim odczuciu zniechęca to też przeciętnych ludzi nienależących do środowisk kibicowskich – o ile mi nie przeszkadza widok ludzi w kominiarkach to być może rodzina z dziećmi, która pojawiła się na Marszu może się zniechęcić do udziału w kolejnym takim wydarzeniu. Wydaje mi się, że na kibolskim szlaku jest wiele możliwości do wykazania się przez cały rok i szukanie przez niektórych na siłę okazji do akcji w czasie trwania Marszu w niczym nie pomaga naszej wspólnej idei.

Kolejne kroki przez warszawskie ulice, z daleka widać Rosyjską ambasadę, a pod jej bramą jakiś niewielki pożar, po kilkunastu minutach miałem okazję obok tego przechodzić. Nic wielkiego się nie działo, ale w moim odczuciu niepotrzebny incydent, który przelał czarę goryczy. O ile spalenie pedalskiej tęczy było fajne to podpalenie czegokolwiek pod bramą rosyjskiej ambasady było głupie, ponieważ telewizje i nie przychylne środowiska narodowcom tylko czekały na taką sytuację. Dostali więc powód na który tak czekali aby oczerniać wszystkich uczestników niepodległościowego marszu.

Co zrobić, płakać nad rozlanym mlekiem (tudzież nad spaloną budką) nie będziemy. Kiedy Marsz szedł ulicami dalej i znalazł się po raz kolejny obok rosyjskiej ambasady (tym razem z drugiej strony) zostaje on zablokowany przez policję w najwęższym miejscu jakie znajdowało się na całej trasie marszu. Dochodzi do nas informacja, że Marsz został rozwiązany, a przebywanie na miejscu jest nielegalne czy coś takiego. Policja prosi o rozejście się, jednocześnie napierając od tyłu i od przodu zamykając jakiekolwiek drogi wyjścia bo po bokach były wysokie ogrodzenia. Ścisk robił się coraz większy, a ludzie coraz bardziej wkurwieni. Czy w czasie Marszu wydarzyło się za mało incydentów i Policja miała nakaz sprowokowania czegoś grubszego? Nie wiem, ale w ciągu tygodnia spotykam się po raz kolejny z dziwnymi rozkazami i działaniami policji. Kto tam pracuje to ja nie wiem, ale inteligencją nie grzeszą. Nie chciałbym wiedzieć co by się działo gdyby jednak coś pękło i rozpętała się jakaś bitwa z policją, ale mogłoby się to niezbyt dobrze skończyć. Po jakimś czasie jednak ktoś wpada na świetny pomysł, ciekawe do kogo zadzwonili dowódcy policji, ale pozwolili nam iść dalej. Tak więc powoli ruszamy z tzw. wąskiego gardła i udajemy się już spokojnie na Agrykolę, gdzie kończył się tegoroczny Marsz Niepodległości.

Podobnie jak w ubiegłym roku po powrocie do domu załączam telewizor, chcę zobaczyć jak wyszedł Marsz w obiektywie kamery i nagle spadam na ziemię, szara rzeczywistość powraca. Przypominam sobie, że żyjemy w komunistycznym państwie. Co nam telewizja serwuje? W kółko widzę palącą się tęczę, spaloną budkę pod rosyjską ambasadą i atak na melinę brudasów, którzy rzucali koktajlami mołotowa z dachu (o tym wydarzeniu w ogóle nie miałem pojęcia i dowiedziałem się dopiero z telewizji). Co ciekawe wspomniany atak na lewacką dziuplę był chyba najmniejszym incydentem, a pokazywany w mediach jest najczęściej. Z Marszu urywa się grupa 50-100 osób, a w telewizji nie zobaczysz pochodu 100 000 osób tylko słyszysz o tym, że faszyści atakowali biednych i bezbronnych mieszkańców Warszawy. Kurwa, jeśli osoba bezbronna miota koktajlami mołotowa to ciekawe czym operuje uzbrojony lewacki aktywista. Trzeba się jednak przyzwyczaić do tej sytuacji. W Polskich mediach pierwsze skrzypce grają albo komunistyczni działacze, którzy po roku 89 się gdzieś zawiesili na stołkach, albo ich dzieci, które nie dadzą łatwo za wygraną.

Podsumowując tegoroczny Marsz Niepodległości uważam za bardzo udane przedsięwzięcie i mimo drobnych ekscesów było spokojniej niż rok temu. Teraz dużą rolę musimy odegrać w tym aby zachęcić do oddziału w obchodach za rok jak najwięcej ludzi. Nowe pokolenie nadchodzi i nie możemy zmarnować naszego potencjału!


Dodane: 2013-11-15
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04