Początki, czyli lata 1989-1992

Zaczątkiem ruchu kibicowskiego na Narutowicza 11 można uznać końcówkę sezonu 1988-89, a konkretnie mecze barażowe o udział w III lidze na koniec tego sezonu. Dobra gra drużyny, nadzieja na awans a także wzorce podpatrzone w Bytomiu, Chorzowie, Zabrzu czy Katowicach skłoniły na początku niedużą grupę nastolatków do stworzenia czegoś podobnego w Radzionkowie. Był dosyć szczególny czas, czerwiec 1989. Czas wielkich przemian w kraju,pierwsze wolne wybory (dla młodzieży nie miało to może szczególnego znaczenia, ale powiew wolności i radość odczuwaną przez starszych w pewien sposób przelał się też na młodych) ,rozkwit ruchu kibicowskiego w kraju, który wybuchnał prawdziwą mocą kilka lat pózniej i wyżej wymienione czynniki napewno pomogły w stworzeniu czegoś co było stałym elementem na innych polskich stadionach ... 

Wiadomo już było, że Cidry wygrały swoją grupę IV ligi i czekają ich jeszcze mecze barażowe z zwycięzcami innych grup IV ligi a zwycięzca mógł być tylko jeden.
Wśród piknikowych kibiców z jakich składała się wtedy w całości widownia Ruchu niezależnie od siebie stworzyło się kilka grupek, które na własną rękę postanowiły stworzyć jakiś zorganizowany doping.
Jedni pocieli gazety żeby zrobić konfetti, inni przygotowali jakąś flagę i w końcu na pierwszym meczu barażowym u siebie grupa kilkunastu-kilkudziesięciu osób wzorem fanów innych polskich drużyn nie usiadło tylko stanęło pod jedyną tego dnia flagą.
Była ona prosta,bez żadnych napisów, tylko same barwy. Kilka prostych przyśpiewek,konfetti rzucone po strzelonych bramkach i bardzo nieregularny doping,ale ziarno zostało zasiane.
Pierwszy zorganizowy wyjazd na rewanż do Krakowa wyglądał podobnie. Kilkadziesiąt osób, kilku początkujących fanatyków i sporadyczny doping.
Podobnie się rzecz miała z dwoma pozostałymi przeciwnikami w barażach z tym jednym, że na ostatni mecz wyjazdowy, który decydował o bezpośrednim awansie do mazurskiego Reszla nie pojechał nikt, za wysokie progi jak dla grupki startujących dopiero kibiców.
W gronie zaczynającym zorganizowany doping byli i sympatycy Polonii, Szombierek, Górnika i Ruchu, jak też i tacy, którzy nie sympatyzowali za nikim, a całą swoją przygodę z kibicowaniem zaczynali od Narutowicza 11.
Przyszedł czas na pierwszy od 20 lat sezon w III lidze. Młyn liczył kilkanaście osób, pojawiła się druga flaga i mnóstwo pikników na stadionie. Doping był jaki był, niekiedy cały stadion zaryczał GKS, pojawiali się ludzie na bliższych wyjazdach i tak można opisać pierwszy rok istnienia prawdziwych kibiców w Radzionkowie.
Następny sezon to gra piłkarzy Cidrów w kratkę, co również przeniosło się na funkcjonowanie młyna. Raz był, raz go nie było, generalnie nic specjalnego. Jako ciekawostkę można uznać fakt, iż w 1990 r. pojawiły się pierwsze szale w barwach Cidrów.
Miało je kilkanaście osób, ale nowy element z klimatu kibicowskiego zawitał w Radzionkowie.
Sezon 1991/92 to już całkiem inna sprawa. Drużyna gra jak z nut, młyn jest już regularnie na każdym meczu i liczy coraz więcej ludzi, pojawiają się pierwsze flagi na kijach, coraz więcej osób nosi szale, jest też więcej flag na płocie.
Większość wyjazdów zostaje zaliczona w całkiem niezłych liczbach (trzeba wziąć poprawkę że grupa śląska III ligi to drużyny z województwa katowickiego, opolskiego, częstochowskiego i bielskiego).
Pojawiają się też inne strony życia kibicowskiego, pierwsze stracone i zdobyte szale, pierwsze ucieczki przed kibicami innych drużyn itp. rzeczy.
Trzeba podkreślic że w dużej mierze kibiców Cidrów wspomagają fani Polonii Bytom z okolicznych dzielnic.
Aż nadchodzi czerwiec '92 i dwa naprawdę "prawdziwe" mecze w wykonaniu zarówno piłkarzy jak i kibiców Ruchu.
Pierwszy to mecz z bezpośrednim pretendentem do awansu czyli z GKS Tychy. Stadion Cidrów pęka w szwach. Mecz według różnych szacunków zgromadził od 10 do 12 tysięcy widzów.
Tyszanie meldują się w liczbie co najmniej 1000 szala i prezentują się naprawdę doskonale. Młyn Radzionkowa liczy też dobre 300-350 osób.
Na płocie dużo flag w tym flagi Polonii i Górnika Zabrze !!
Sam szpil to czysta hitchkokowska dramaturgia.
Najpierw pod koniec meczu Tychy strzelają bramkę, szał w tyskich sektorach, kibice GKS-u wpadają na murawę. Za chwilę Radzionkowianie strzelają na 1:1, eksplozja radości i tym razem nasi kibice tłumnie ruszają na boisko.
Do końca meczu zostają może z 2 minuty i sędzia dyktuje karny dla Radzionkowa.
Do piłki podchodzi nie kto inny tylko sam Marian Janoszka i ... nie strzela ! Czarna rozpacz ,ale to przed chwilą było dantejskim piekłem za chwilę zamienia się w wybuch radości. Oczywiście ten sam zawodnik swoją niezawodną główką doprowadza do zwycięstwa Ruchu.
Kibice ponownie wpadają na murawę i za chwilę sędzia kończy mecz !

Dodane: 2014-01-12
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04