Wywiad z Zulu w całości (Styczniowy numer To My Kibice)

Na naszej stronie prezentujemy obszerny wywiad z naszym kibicem, który ukazał się w styczniowym numerze miesięcznika "To My Kibice".
W wywiadzie można przeczytać między innymi o jego pierwszych krokach w młynie, czy początkach w dziedzinie Ultras.
Jest to trzeci wywiad związany z Ruchem Radzionków, który został umieszczony w tym znanym zinie. Dla przypomnienia pierwszy wywiadu dla TMK udzielił fanatyk, który tworzył od podstaw ruch kibicowskiego w Radzionkowie i jest z nami do dzisiaj, drugi opis dotyczył ultrasów z South Inferno, a teraz Zulu, czyli całkiem inne pokolenie w porównaniu z pierwszym naszym kibicem.
Zachęcamy do przeczytania! (kliknij na rozwinięcie wiadomości)

1. Jesteś co prawda młodym kibicem, ale na Cidrach znaczysz bardzo wiele. Powiedz skąd się wzięła w Tobie zajawka na kibolkę i kiedy to było?

Cidrami „zaraziłem” się w 1997 roku, gdy lada moment miały nastąpić nasze złote lata, czyli awans do ekstraklasy. Byłem wtedy jeszcze dzieciakiem i wraz z ojcem przesiadywałem na trybunie pikników.
Wówczas zaliczyłem też pierwszy wyjazd na Górnik Zabrze,  jednak zbyt dobrze go nie wspominam, gdyż przegraliśmy aż 5:0.
Trybuny w tamtych latach były wypełnione po brzegi,  na nasz stadion docierały prawdziwe „pielgrzymki” z wszystkich dzielnic i okolicznych miast,  jednak po czasach triumfu zostały tylko wspomnienia, a tamtych ludzi już u nas nie zobaczysz (poza paroma wyjątkami).
Ze mną akurat było inaczej, wstąpiłem na Ruch Radzionków i pozostałem tu do dzisiaj, tworząc wspólnie z innymi naszą Żółto-Czarną Ojczyznę.
Z czasem, że tak powiem, interesowały mnie coraz mniej emocje na murawie. Częściej spoglądałem na trybuny, gdzie grupa kibiców robiła wszystko, aby młyn nadal istniał.
Pamiętam, jak parę razy ze względu na mój wiek zostałem przegoniony z młyna, co było zrozumiałe. Cierpliwie czekałem na swój czas.
Dzisiaj jest inaczej – przegonisz młodego z młyna to już na następny mecz nie przyjdzie i, co gorsza, przerzuci się na inną drużynę.
Wracając do mojej sytuacji to jakoś w sezonie 2002 postawiłem pierwsze kroki w młynie, a wkręciłem się tam dzięki … małej fladze na kiju.
Już nie pamiętam z kim graliśmy, ale podczas meczu nikomu nie chciało się machać małą szachownicą, więc zgłosiłem się na ochotnika i tak w młynie pozostałem do dzisiaj.
Z tą flagą to chyba był jakiś znak, bo nadal obracam się w klimacie Ultras : )
W roku 2003 wstąpiłem w szeregi grupy Ultras „Brygady RR”, byłem tam najmłodszy, lecz grupa działała tylko jeden sezon i się rozpadła.
Ludzie wtedy nie czuli tego klimatu, każdy myślał, że zapłaci składkę 10 zł i oprawa sama się zrobi.
Rok później, czyli w 2004 wraz z dwoma osobami założyłem nową grupę South Inferno.
Byłem młody, ale wychodziłem z założenia, że w tym przypadku wiek nie ma znaczenia, a liczą się chęci i zaangażowanie.
Wiele osób twierdziło, że to będzie powtórka z niewypału Brygady RR – jeden sezon i koniec.  Jednak mimo podzielonych opinii, nie poddaliśmy się i South Inferno działa do dzisiaj, a tych osób negujących naszą grupę, dawno już nie ma.
Zapomniałbym wspomnieć o moim pierwszym wyjeździe w gronie „kiboli” , bo ten wyżej wspomniany na Górnik Zabrze był za czasów ekstraklasy, czyli z ojcem i wujkiem.
W sezonie 2004 pojechaliśmy w 160 osób na Odrę Opole.
Na osiedlach trwała mega mobilizacja i chcąc, nie chcąc musiałem jechać, jednak nigdy nie będę tego żałował, bo był to jeden z moich najlepszych wyjazdów.
Już sama  zbiórka na moim osiedlu robiła wrażenie.  Jechaliśmy osobnym autokarem w 60 osób, dobrej ekipy i po dzień dzisiejszy nigdy nie przebiliśmy tej liczby na osiedlu.
Na meczu była oprawa, przygotowana zresztą już przez naszą nową grupę South Inferno.
Odra wtedy zebrała się dopiero na drugą połowę i  to tylko w kilkadziesiąt osób.
Jak widać wiek nie gra roli, choć dzisiaj muszę przyznać  panuje wśród niektórych naszych kibiców  dosyć dziwna mentalność.  Otóż niektórzy mając powyżej 25 lat, czują się na tyle staro, że coraz mniej angażują się w sprawy kibicowskie i poświęcają Cidrom mniej czasu, bowiem pochłonięci są gonitwą za kasą lub po prostu wolą zostać na niedzielnym obiadku, opuszczając kolejny mecz.
Obecnie w młynie mamy dużo aktywnej młodzieży, co mnie bardzo cieszy i ciekawostką jest to iż, porównując  nasz młyn do innych ekip, to tam zaliczałbym się do młodzieży,  podczas gdy u nas mając 25 lat wypadam już staro na tle pozostałych.
 
2. W czasach, gdy zaczynałeś Cidry w zasadzie niewiele znaczyły kibicowsko. W miarę poziom prezentowaliście tylko na własnych śmieciach + najbliższych wyjazdach. Czy to się zmieniło na dzień dzisiejszy?

Pewnie, że się zmieniło,  przede wszystkim organizacyjnie zrobiliśmy wielki krok do przodu.
Kiedyś wszystko było robione na „dziko” i bywało nieraz, że albo do skutku nie dochodził jakiś wyjazd, mimo że już wszyscy byli na zbiórce, albo ludzie zapisywali się, a później nie jechali na mecz.
Teraz wprowadzone mamy pewne zasady i wszystko wygląda o niebo lepiej.
Wystarczy spojrzeć na nasze liczby wyjazdowe z takich sezonów jak 2002/2003 czy 2005/2006, gdzie były praktycznie same 0.
Każdy następny sezon był coraz lepszy i mimo, że to nie były już te same piłkarsko Cidry co kiedyś,  to potrafiliśmy jechać na Odrę Wodzisław w 190, do Sosnowca w 240 czy na Koszarawe Żywiec  230 osób.
Jak na naszą skromną ekipę to wydaje mi się, że są to dobre liczby.
Oczywiście, że zdarzały się też zera wyjazdowe, ale na ogół to było jedne czy dwa w całym sezonie, a np. w sezonie 2007/2008 i 2008/2009 mieliśmy komplet, nie licząc zakazów, gdzie i tak byśmy się pojawili.
Cieszy mnie fakt, że coraz więcej ludzi żyje Cidrami nie tylko w dniu meczu, ale w przeciągu całego tygodnia. Są to osoby, na które zawsze można liczyć, dlatego organizacyjnie zrobiliśmy wielki krok do przodu, a duży wpływ na to ma właśnie zaangażowanie kibiców.
Im więcej rąk do pracy, tym wszystko wygląda lepiej.
Oprawy prezentowane przez nas też nieraz zostały docenione nie tylko przez naszych kibiców.
W rankingach na choreografie miesiąca czy sezonu w samej czołówce znajdowały się takie ekipy jak Lech Poznań, Legia Warszawa, Widzew Łódź … a wśród nich Ruch Radzionków.
Docenienie naszych starań nie tylko w Radzionkowie, motywuje nas i nakręca do dalszych działań.

3. A w którym miejscu umiejscowiłbyś waszą ekipę na kibolskiej mapie Górnego Śląska? Z kim widzicie, że macie możliwość równać się w tym trudnym kibicowsko rewirze?

Uważam, że Konurbacja Górnośląska jest najtrudniejszym, a zarazem najciekawszym rejonem kibicowskim w Polsce, ponieważ obok siebie znajdują się duże miasta, które mają swoje kluby z tradycjami i historią.
Trudno jest tutaj dyskutować na temat rankingów, tym bardziej jeśli chodzi o te mniejsze ekipy, takie jak my.
Akurat Radzionków jest położony w takim miejscu, gdzie w odległości 20-30km. mamy aż pięć klubów, które zaliczają się do jednych z największych w Polsce, więc chwała wszystkim kibicom, którzy zamiast piłki na poziomie ekstraklasy, zamiast wyjazdów podstawionymi pociągami, zamiast dopingu w tysięcznym młynie, pokochali klub z małego miasteczka liczącego tylko 17 tysięcy mieszkańców – Ruch Radzionków.
Trzeba też wyraźnie podkreślić, że Cidry zawsze działały na swoje konto, dlatego śmieszą mnie te wszystkie mniejsze drużyny, które bawią się w fan cluby i działają za plecami tych większych.
W naszej lidzie nikt nie działa na własne konto. Jak już pojawią się miejscowi kibice to są to tylko i wyłącznie lokalne fan cluby większych ekip, które wyjątkowo mobilizują ludzi u siebie na mecz z nami, bo mają okazje spinać się na Cidry.
Oczywiście do nas już nie przyjeżdżają.
Nie umiałbym w jeden dzień kibicować drużynie „X”, a na drugi dzień dopingować drużynę „Y”.
My nigdy nie byliśmy i nie będziemy żadnym fan clubem. Wszyscy kibice Ruchu Radzionków kochają tylko jeden klub i tak pozostanie na zawsze.

4. Cidry w Polsce zasłynęły jako pierwsza mniejsza ekipa z kapitalnie przygotowywanych choreografii. Nie jest tajemnicą, że to Ty byłeś ich głównym twórcą. Którą z opraw uważasz za najlepszą? Którą zaś tworzyliście najdłużej?

Cała grupa Ultras pracowała ciężko nad każdą oprawą i każdy miał swój wkład, jedni większy, drudzy mniejszy, ale zawsze staramy się, aby każdy był zaangażowany w przygotowanie oprawy.
Zdecydowanie najlepsza nasza oprawa to prezentacja związana z propagandą policji, pzpn-u i telewizji.
Był to okres, gdy zaczynała się nagonka na polskich kibiców, a każdy najmniejszy incydent był szeroko opisywany w mediach.
Pzpn rzucał zakazy na lewo i prawo (zresztą do dzisiaj nic się nie zmieniło).
Wykorzystaliśmy to w naszej oprawie „Wasza propaganda silna jak za komuny, ale prawda stoi po stronie tej trybuny”.
Trafiliśmy w sedno, gdyż dzięki tej prezentacji zrobiło się o nas głośno. Zdjęcia były pokazane praktycznie na każdej kibicowskiej stronie, a nawet w Gazecie Polskiej, gdy opisywano problemy kibiców. Oprócz tego była to jedna z pierwszych opraw o takiej tematyce w naszym kraju.
Sporo czasu poświęciliśmy prezentacji „Żółto-Czarna Ojczyzna” z meczu z Zagłębiem Sosnowiec.
Zajęło nam sporo czasu malowanie postaci w tle czy dużego napisu na sektorówce i transparencie.
Najdłużej tworzyliśmy oprawę na rocznicę śmierci śp.Starszego.
Oprócz tego, że malowaliśmy w naprawdę ekstremalnych warunkach, przy lampie błyskowej w telefonie komórkowym czy w pomieszczeniu, które w każdej chwili mogło się zawalić, to mieliśmy jeszcze jakiś dziwny, czarny materiał, który wchłaniał mnóstwo farby i każdą rzecz trzeba było poprawiać po dwa-trzy razy.
Według mnie była to najbardziej dopracowana oprawa, ale końcowy efekt zepsuło ułożenie sektora i słońce i to nie pierwszy i nie ostatni raz.
Niestety nad naszym młynem na ogół świeci słońce, a że mamy otwartą tylko jedną trybunę, to przy mocno święcącym słońcu prawie nic nie widać na oprawach.
Warto również wyróżnić naszą pierwszą, malowaną oprawę na „większą” skalę, tj.  „Koniec nie nastąpi nigdy, w naszych sercach tylko Cidry” oraz kibica krzyczącego „Tylko Ruch”.
Obie prezentacje były idealnie dopracowane i zabrały nam dosyć sporo czasu.
Mógłbym tu jeszcze wiele innych opraw opisać, bo tak naprawdę każda prezentacja ma to „coś” w sobie, jednak te wyżej wymienione zapadły mi najbardziej w pamięci.
Oczywiście jestem też świadom tego, że jeśli przeczytają to ultrasi z dużo większych ekip, którzy mają za sobą sektorówki kilka razy większe, to sobie pomyślą, że nasze prezentacje to „pikuś”, ale też trzeba wziąć pod uwagę to ile osób jest zaangażowanych oraz przede wszystkim najważniejsza kwestia, czyli finanse.
Na naszych meczach zbieramy średnio po 200 zł, a jak już w puszce jest 300-400 zł, to jesteśmy bardzo zadowoleni.
Potrzeby są czasami ogromne, a każdy kto zajmuje się Ultrasowaniem wie, ile kosztuje materiał czy farby.
Nie wyobrażam sobie np. zbiórki Legii, która raz zebrała ponad 56 tyś. zł.
Za taką kasę moglibyśmy robić oprawy przez następne 30-40 lat : )

5. No a jak radzicie sobie z miejscem do przygotowywania opraw – przecież takiej ekipie jak wy przed ważnymi meczami chyba trudno jest znaleźć bezpieczną lokalizację, bo miejscowy wróg wtedy na pewno nie śpi...

Według mnie w tej kwestii nie ma reguły i zawsze trzeba mieć oczy dookoła głowy, nawet jeśli najbliższy wróg jest  10 miast dalej.
Przecież ileż było przypadków, gdy dana ekipa jechała za kimś spory kawał drogi, by tylko ich wykroić.
Od razu przypomina mi się Śląsk Wrocław, który jeździł po Europie za Sevillą.
Mam tu na myśl ogólnie barwy klubowe, a nie tylko oprawy.
A jak radzimy sobie z miejscami do opraw? Każdy ma swoje sposoby, a jakie to już pozostawimy dla siebie.

6.Właśnie – Polonia. Jak wasz spadek i jednocześnie totalna degrengolada Polonii wpłynęły na wasze relacje? Czy dalej jest tak intensywna kosa czy to już trochę ucichło?

Kosa była, jest i będzie.
Akurat w tym temacie są podzielone zdania jeśli chodzi o kibiców z Bytomia, bo często słyszymy, że nie jesteśmy dla nich żadną kosą.
Może ta reguła dotyczy tylko kibiców Polonii z dzielnic wysuniętych bardziej na południe, ale wystarczy zapytać tych, którzy zamieszkują północne części Bytomia, graniczące z Radzionkowem, jak bardzo nas nienawidzą, oczywiście ze wzajemnością.
Rywal nie oszukujmy się – jest poza naszym zasięgiem jeśli działają główną bandą, jednak na tych Północnych rejonach zainteresowanie Polonią jest coraz mniejsze, dlatego większość dzielnicowych akcji kończy się w ten sposób, że muszą przyjeżdżać „posiłki” z pozostałych części Bytomia.


7. Niedawno dla odmiany po raz pierwszy od dawna zabawiliście się w rolę łowcy, a nie zwierzyny. Rozgoniliście zbiórkę Szczakowianki wybierającej się na mecz do Radzionkowa. Niestety nie skończyło się to za dobrze dla was – czy typ ze Szczakowianki wycofał zeznania obciążające waszą ekipę?

Tak wyszło, że głównie młoda ekipa postanowiła pojechać aż do Jaworzna.
Szczakowianka nie jest dla nas żadną kosą i pewnie nikogo od nas nie spodziewali się w Jaworznie.
Akcja dla nas, lecz efekt końcowy nie był taki jaki sobie założyliśmy, bo już w tym samym dniu zaczęły się problemy z policją.
Zatrzymane zostały pierwsze dwie osoby na meczu ze Szczakowianką, próbowaliśmy odbić naszych kibiców przez blisko 40minut, ale bez skutecznie.
I tak przez następne dni kolejne osoby były wyciągane z domów. Jak się później okazało jeden z kibiców Szczakowianki wszystko zgłosił na policję, poszedł na obdukcję i nie miał zamiaru niczego wycofać.
Poza tym kto był w Jaworznie ten wie jak bardzo jest to policyjne miasto, na każdym kroku są kamery, które nagrały całe to zdarzenie.
Akcja na duży plus, ale niestety część kibiców musiała ponieść spore konsekwencje tych „odwiedzin”.
Była to pierwsza tego typu akcja z naszej strony od bardzo dawna jednak to nie oznacza, że nic nie robimy, bo mamy swoje atrakcje z Polonią Bytom i na nudę narzekać nie możemy.
Zresztą kto kibicuje w derbowym rejonie to wie o co chodzi.

8. Chciałbym również poruszyć bardzo przykry temat dotyczący waszego wiernego kibica, którego już z nami niestety nie ma. Czy miejsce z tablicą poświęconą Starszemu nadal jest dewastowane? Ile dziś lat miałby Starszy, gdyby był wśród nas?

Starszy dla mnie był jak prawdziwy brat, którego zawsze się trzymałem.
Zresztą w dużej mierze to on mnie tak nakręcił na Cidry, ponieważ Starszy mieszkał na tym samym osiedlu co ja i na co dzień spędzaliśmy czas razem.
Jego śmierć była dla naszego środowiska prawdziwym szokiem i niewyobrażalnym ciosem.  Wszyscy zadawali sobie jedno pytanie – dlaczego on?
Ja do dzisiaj mam wszystko przed oczami i od razu wracają przykre  wspomnienia jak to piszę.
Całego wydarzenia nie chciałbym opisywać, jednak wyobraź sobie, że Twój najlepszy przyjaciel jedzie w ciężkim stanie do szpitala, a Ty za karetką lecisz na wszystkich czerwonych światłach.
Wszyscy czekają pod salą, gdzie zakładany jest na ogół gips, więc każdy sobie myśli, że jakoś to będzie, wyjdzie z tego.
Po paru minutach Twój przyjaciel wyjeżdża z tej Sali zakryty czarnym workiem,  rodzina płacze, nikt nie wie co robić. Możesz to sobie wyobrazić? Bo ja to właśnie przeżyłem.
Śmierć  Starszego w jakimś stopniu nakręciła mnie jeszcze bardziej na Ruch Radzionków - klub, za który Starszy oddał życie.
W listopadzie tego roku Damian obchodziłby 30-ste urodziny.
Była to najważniejsza osoba na naszym „podwórku”  i pamięć o nim nigdy nie zginie, tak samo jak krzyż, który będzie stał zawsze na miejscu śmierci.
Można rywalizować z lokalną kosą, lecz są pewne granice, które nie powinny być przekraczane, a to właśnie średnio co pół roku robią kibice z Bytomia, którzy przyjeżdżają do Radzionkowa i łamią krzyż czy niszczą całe miejsce, gdzie zamordowany został Damian.
Nie słyszałem o takich sytuacjach w innych miastach w naszym kraju i tym bardziej się dziwię, że w Bytomiu jest to ciągle tolerowane. Brak słów na takie działania.

9. Rok temu uderzyło w wasz klub to, co dla wielu jest tylko pustym sloganem – straciliście klub i przyszedł czas pokazania prawdziwej wierności. Jak w Twoich oczach wywiązujecie się z zadania oddania żółto-czarnym barwom w IV-ligowych realiach?

Trudno nam było pogodzić się z tym, że będziemy rok bez klubu.
Wiele osób tego nie chciało, bo nikt tak naprawdę nie wiedział czy rzeczywiście podniesiemy się i czy kiedykolwiek wystartujemy w rozgrywkach.
Jeszcze niedawno przyjeżdżał do nas bydgoski Zawisza, Piast Gliwice czy Arka Gdynia, a tu nagle zwrot wydarzeń i to nie lądujemy na dnie, lecz całkowicie znikamy z mapy kibicowskiej Polski.
Pomysłów było wiele, aby radzionkowską historię nadal kontynuować, nawet w tej najniższej lidze. Ostatecznie zaufaliśmy nowemu prezesowi i klub został wycofany na rok.
Jedyny plus tej sytuacji był taki, że według przepisów mogliśmy zaczynać od 3 ligi, a nie gdzieś w B Klasie. No i dzięki nam Polonia Bytom utrzymała się w 1 lidze.
Osobiście jestem zadowolony z wszystkich naszych kibiców, którzy nadal trwają przy Ruchu Radzionków, bo myślałem że będzie nieco gorzej.
Nie był to dla nas łatwy okres , ale z drugiej strony był to „tylko” jeden sezon bez Cidrów, a co by było, gdybyśmy byli bez klubu prawie 10 lat tak jak Chemik Kędzierzyn – Koźle? Pełen szacunek dla nich, bo sami przechodziliśmy to co oni, tylko w mniejszym stopniu.
W tym okresie przede wszystkim staraliśmy się trzymać razem i był to klucz do sukcesu.
Wiadomo, że jedni widzą się tylko co weekend na meczach, inni zaś przebywają razem na osiedlach, jednak chcieliśmy, aby każde „inne” spotkanie było związane z Ruchem Radzionków.
Raz udany turniej kibiców, raz wypad ekipą na Paintball, innym razem wyjazdy na kadrę i tak naprawdę nikt nie musiał się przez ten rok nudzić, wystarczyło odrobinę wyobraźni.
Ja na pewno nie narzekałem na nudę, bo w tym czasie mogliśmy wiele spraw ogarnąć.
Niestety kibiców nam ubyło, ale wydaje mi się, że to nie była wina tej przerwy, lecz duży wpływ na to ma liga w której gramy, w dodatku od razu po tej reaktywacji spadaliśmy ligę niżej.
Początek był udany, a nawet część kibiców stawiała, że znowu będzie awans.  Każdy chciał widzieć takie same Cidry jak wcześniej, czyli pnące się w górę z sezonu na sezon, lecz realia okazały się inne i jesteśmy w IV lidze.

10. I tak swoją drogą pytanie – gdzie są teraz ci, którzy tworzyli 300-400-osobowy młyn na Cidrach w meczach z Zagłębiem Sosnowiec czy Piastem Gliwice? Czy spotykając tych ludzi – pytasz się jak się czują będąc życiowym nikim – bez kręgosłupa moralnego? Co odpowiadają?

Z reguły z takimi ludźmi nie gadam, bo tak jak mówisz – dla mnie są zerem.
Sam chciałbym znać odpowiedź na to pytanie, gdzie Ci wszyscy ludzie są, tylko tutaj może być też inny problem związany z liczebnością naszego młyna.
U nas jest taki klimat, że co jakiś czas zmienia się pokolenie kibiców i na pewno odbywa się to częściej, niż w innych ekipach.
Sam zauważyłem, że od momentu mojego pierwszego meczu na Cidrach przeżyłem trzy „ery” kibiców, a teraz chyba czas na czwartą.
Pierwszy rozdział to oczywiście ekstraklasa.
Mimo, że to był krótki sen w najwyższej lidze to i tak każdy będzie go dobrze wspominać.
Już nie mówię o wynikach i gwiazdach, które przyjeżdżały do nas, ale mam tu na myśl trybuny, które były tak pełne, że podczas strzelonej bramki ludzie spadali z tylnej górki na zaparkowane poniżej samochody.
Druga era to już początki mojego wejścia do młyna, czyli okres w którym nasz klub upadał i staczał się aż do IV Ligi.
Ludzi coraz mniej na stadionie, część wiary opuszczała młyn z roku na rok, bo już nie było takiego ciśnienia jak w ekstraklasie.
Czasami przyjeżdżały do nas takie firmy kibicowskie jak Arka czy Śląsk to jeszcze w miarę nasz młyn się prezentował, ale co spadek to było nas coraz mniej
Pamiętam pierwszy mecz w IV lidze z GKSem Tychy.
Atrakcyjny rywal więc tradycyjnie przygotowaliśmy oprawę, jednak nikt nie spodziewał się tego, że aż tak mało osób będzie w młynie.  
Flag na kiju nie miał kto trzymać, a niektóre osoby musiały odpalić po dwie race na raz.
Trzeci okres to niedawny powrót na zaplecze ekstraklasy i młyn po 300-400 osób.
Jak na nasze warunki była to znakomita liczba, tym bardziej, że sami w okolicy nie jesteśmy.
Takich tłumów na naszym stadionie nie było od czasów ekstraklasy więc wykorzystaliśmy to pod każdym możliwym względem.
Organizacyjnie wszystko miało ręce i nogi.
Wyjazdy zaliczane nie tylko te w pobliżu, ale nawet te najdalsze.
Pomysłowe i dopracowane oprawy.
Dla mnie był to najlepszy okres kibicowski w Ruchu Radzionków.
No i teraz nadchodzi czwarta era.
Po tych wszystkich klubowych problemach związanych w wycofaniem klubu czy spadku do IV ligi musiało to się odbić w jakimś stopniu na naszych kibicach.
Zresztą podobnie jak wyżej opisany przypadek w trzecim okresie, jednak jestem przekonany, że jeśli znowu w przyszłości wszystko ułoży się po naszej myśli , to Ci ludzie wrócą.
Może akurat nie Ci, którzy dla mnie są nikim i wielkim zerem, mowa tu o paru przerzutach czy osobach z którymi zrobiliśmy „porządek”,  dla nich miejsca w Ruchu Radzionków już nie będzie.
Prawdziwych kibiców poznaje się po porażce, kto był słaby ten odpadł, a najwierniejsi pozostali.
Najważniejsze, że nadal mamy potencjał i jeśli trzeba to potrafimy go wykorzystać chociażby w tej rundzie na wyjeździe z Gwarkiem Tarnowskie Góry, gdzie zapełniliśmy sektor gości w 163 osoby.

11. W lidze idziecie jak burza – wyższa liga z wami, to już będzie pełna petarda. Gdyby zachować obecny układ III ligi śląsko-opolskiej, to będziecie grać z Polonią Bytom, GKS Jastrzębie, BKS Bielsko-Biała i Szombierkami Bytom. Ciśnienie chyba jest w was spore :)?

Każda liga ma swoje uroki, lecz nie ukrywam, że chciałbym wrócić do III Ligii, bo jest ona najciekawszą ligą od niepamiętnych czasów.
Patrząc po układzie tabeli w połowie rundy, to ktoś z tych ciekawych drużyn na pewno awansuje co nie zmienia faktu, że ta liga nadal będzie atrakcyjna.
Mecze z takimi rywalami jak BKS Bielsko czy GKS Jastrzębie miło wspominam zarówno u siebie jak i na wyjeździe, ale tylko w tym drugim przypadku, bo w Bielsku jeszcze nie byłem.
Lata temu pojawiło się od nas 80-100 osób w Bielsku, później już goście nie byli tam przyjmowani, a mieliśmy jeszcze okazję zagrać przeciwko sobie.
Z opowiadań moich kolegów to wiem, że wtedy BKS postanowił wyruszyć za autokarem i w momencie mijania parę osób z Bielska machało siekierami. Kierowca ze strachu ponoć szukał 6 biegu w starym autokarze : )
A w Jastrzębie straciliśmy flagę. W czasie meczu gospodarze wybiegli sobie z budynku, który jest połączony z byłym sektorem gości.  
Za nim się „odwróciliśmy” to oni byli już w połowie drogi na swój sektor.
A u siebie z Jastrzębiem gruba awantura z policją, która trwała jeszcze długo na pobliskim osiedlu Vitor.
To tak przy okazji wspomniałem, jak już zostały w/w ekipy.
Awansować musimy i innej opcji nie widzę, a jeśli klub nie wykorzysta tej okazji, to będzie wstyd na całą Polskę.
Mamy dobry zespół, nawet lepszy niż przed spadkiem.
W dodatku tak jak mówisz, poza paroma potknięciami idziemy jak burza, więc tylko czekać na awans!

12. A jak rozwija się temat stadionu dla Cidrów? Prezydent Radzionkowa nie kwapi się do realizacji tej inwestycji, a wam pozostają tylko protesty czy może działacie w tej sprawie bardziej intensywnie?

Nowy stadion w Radzionkowie to temat rzeka.
Próbujemy działać w tej sprawie na wszystkie możliwe sposoby, jednak po tylu latach opadają już ręce.
Niestety Radzionków ma dosyć specyficznych mieszkańców i obecny burmistrz Gabriel Tobor jest dla nich jak Bóg.
Bez problemu wygrał teraz wybory, bo po pierwsze nie było konkretnego rywala, a po drugie ludzie w Radzionkowie ciągle „walczą” o jakieś dziwne rzeczy, a o stadionie nikt nie myśli.
Mamy też utrudnioną sprawę, bo większość kibiców Ruchu mieszka w Bytomiu i nie wiele możemy zdziałać w Radzionkowie poza namawianiem i przekonywaniem mieszkańców, bo niestety
większość jest przeciwna.  Nikt nie pamięta, że to Ruch Radzionków w dużej mierze przyczynił się do tego, że Radzionków jest oddzielnym miastem.
Gdyby nie nasz klub to dzisiaj większość kraju nawet nie wie, gdzie znajduje się Radzionków.
Taka prawda, ale do mieszkańców to nie dociera.
Z czego kojarzony jest Radzionków? Z Muzeum chleba? Postawionego wagonika na peronie? Oczywiście, że nie. Miasto jest kojarzone albo z Ruchem Radzionków, albo z Ecikiem, albo od razu wspominana jest wygrana z Widzewem 5:0.
Gabriel Tobor wychwala za każdym razem swoją pomoc dla naszego klubu, lecz tak naprawdę jest on główną osobą, która przyczyniła się do upadku naszego klubu.
Patrząc realnie które miasto w taki sposób „pomaga” klubowi, że musi się wycofać z rozgrywek, a następnie ląduje w IV Lidze.
Gdy pojawił się w klubie były prezes Tomasz Baran, obiecano mu w Urzędzie, że jeśli on awansuje z Cidrami przynajmniej na zaplecze ekstraklasy, to wtedy miasto rozpocznie budowę.
Byliśmy w 1 lidze, Baran wyłożył całą swoją kasę, później Burmistrz po awansie stał na murawie z megafonem i  krzyczał „Będzie nowy stadion!”, a po miesiącu już wskazane było miejsce pod budowę plus projekt i jak to się skończyło?
Były prezes musiał uciekać, bo cała włożona kasa przepadła, a miasto go okłamało i do dzisiaj nie ma stadionu, a minęło już 5 lat!
Ciągle słyszymy stek bzdur z ust Gabriela Tobora, a najlepsza historia to taka, że nie może powstać stadion, ponieważ tam gdzie zakładano budowę to rosną … aronie, a innego miejsca nie ma.
I to wielki problem, który ciągnie się od 5 lat!
Poza tym według Burmistrza ciągle zmienia się sytuacja ekonomiczna i nie ma pieniędzy, a w przyszłym roku mają rozpocząć budowę nowego rynku w Radzionkowie przy którym oczywiście powstanie nowy Urząd Miasta, bo ich cztery litery są najważniejsze.
Nie przypominam sobie, aby w jakimś mieście powstał całkiem nowy rynek, bo na ogół jest to miejsce historyczne, które istnieje od pokoleń.
Pomijając już fakt, że w Radzionkowie są dwa miejsca, które miały odrywać rolę rynku, lecz pierwsze z nich wygląda jak cmentarz, a drugie po powstaniu nowego rynku ma być tylko placem z fontanną.
Radzionków rzeczywiście jest malutkim miasteczkiem, ale ileż w Polsce jest właśnie takich miejscowości, a stadiony powstają.
Nie potrzebujemy dużego obiektu, bo wystarczy w zupełności na 3000 widzów.
Dla mnie idealnym przykładem jest stadion Kotwicy Kołobrzeg.
Nieduży, kameralny i za normalne pieniądze.
Zobaczymy co będzie w przyszłości, jednak nic dobrego nie wróżę póki Tobor będzie Burmistrzem.
Szkoda też, że nasz klub nie próbuje walczyć o stadion tak jak mieszkańcy o drogi przed swoimi domami. Ciągle go wychwalają, a brak odwagi na to, by powiedzieć w końcu prawdę.
Lepiej umrzeć na stojąco, niż żyć na kolanach.

13. Na koniec – co na dzień dzisiejszy jest Twoim marzeniem od losu związanym z Cidrami?

Szczerze, to nie potrzebna mi ekstraklasa i liga mistrzów w Radzionkowie.
W każdym meczu staram się dojrzeć to „coś” i dlatego każde spotkanie jest dla mnie ważne.
Oczywiście jeśli dożyję ekstraklasy to będzie fajnie.
A tak na poważnie, to myślałem, że tylko ja mam takie marzenie, aby jechać pełnym specialem na wyjazd, ale w poprzednim numerze TMK również kibic Chełmianki Chełm o tym wspomniał.
Zbliżamy się również do 100 lecia Ruchu Radzionków i chciałbym tą „stówkę” uczcić w specjalny sposób.
Na 90 lecie odpaliliśmy podczas meczu właśnie 90 rac , więc fajnie by było zwiększyć to liczbę o te 10 rac :)
Dodane: 2015-03-02
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04