Reprezentacja.
Euro euro i po Euro. Każdy widział wysyp januszy i „wiernych” kibiców, którzy po ostatnim meczu wrzucali Polskie flagi do śmietnika. Na stadionie zabrakło tych prawdziwych kibiców, którzy dopingują cały mecz i podczas pierwszego spotkania grupka kibiców Greckich była głośniejsza niż cały stadion Narodowy. Ogólnie na trybunach nudy i komercja, lecz na pewno nudno nie było na ulicach, szczególnie podczas meczu z Rosją ...Na kilka dni przed drugim grupowym meczem Polska-Rosja, kibice Rosyjscy wysłali pismo do prezydent Warszawy Gronkiewicz-Waltz o marsz z okazji jakiegoś ich święta.
Oczywiście zgodziła się na to, bo była to kolejna okazja do pokazania jaka Polska jest „gościnna”, a Tusk z radości już klaskał uszami, bo kolejna okazja przed nim by polizać dupę kacapom.
Rosyjscy kibice zapowiadali, iż nie będzie prowokacji ani sierpa i młota co było do przewidzenia, że tak nie będzie, dlatego też z całej Polski zjechali się kibice do Stolicy by „przywitać” Ruskich.
W zasadzie spontanicznie wybrało się też 15 kibiców Ruchu Radzionków (Pewnie więcej osób było, jednak tylko o tylu wiemy).
Część podróżowała autem, jedni busikiem, a inni znów pociągiem z Katowic, gdzie oprócz nas jechali również kibice Górnika Zabrze, ROWU i Rakowa w tym samym celu co My.

Od samego wyjścia w Warszawie było czuć w powietrzu napiętą atmosferą, gdzie między Polakami chodzili Ruscy, którzy raczej oczy mieli dookoła głowy, a każdy z nas czekał, aż to wszystko wybuchnie.
Przez parę godzin zwiedzaliśmy Warszawę i czekaliśmy na godz. 17:00, bo Ruscy na tą godzinę zorganizowali zbiórkę przed mostem Poniatowskiego.
Marsz ruszył razem z ogromnym kordonem policji i mimo to awantura się rozkręciła na dobre !
Trudno to wszystko opisać, bo w wielu miejscach trwały walki z Rosyjskimi kibicami.
Część z nich stawiała opór i próbowała na ogół atakować januszy, część od razu uciekała tracąc przy tym swoje barwy.
W niektórych momentach policja była bez radna, bo w każdej uliczce i na każdym skrzyżowaniu Ruscy dostawali po mordach.

Sytuacja uspokoiła się chyba dopiero wtedy, gdy ostatni ich kibic wszedł na stadion, a większość Polaków udała się na telebim, gdzie również były jakieś starcia z policją, lecz tego już nie widzieliśmy, bo byliśmy w całkiem innym miejscu.
Mecz meczem i mimo wszystko każdy go w jakimś stopniu przeżywał i szkoda, że tylko zakończył się remisem.
Wieczorem znowu pochodziliśmy po Warszawie i udaliśmy się na pociąg powrotny.
Wrocław: Polska - Czechy.
W Wrocławiu nastawienie bojowe mieli chyba tylko piłkarze, dla których był to mecz o wszystko.
Wyjechaliśmy na spokojnie w godzinach po południowych i na A4 prawie wszystkie samochody w barwach Polski.
Przed bramkami konkretny korek w którym ludzie tańczyli na samochodach i chodzili na boso po ulicy :)

Już w samym Wrocławiu podobnie jak w Warszawie mnóstwo ludzi, jednak można było też zauważyć grupki normalnych kibiców.
Z nudów postanowiliśmy pojechać tramwajem pod stadion, gdzie droga trwała z 30 minut w konkretnym ścisku. W połowie już chcieliśmy wyjść, jednak udało się dojechać do końca.
Zobaczyliśmy stadion, fajną dziewczynę, która sikała przy przystanku nie krępując się z tym zbytnio :) i wróciliśmy na rynek, gdzie się okazało, że strefę kibica już zamknięto z powodu zbyt dużej liczby kibiców.
Zbytnio się tym nie przejęliśmy i na szybko znaleźliśmy knajpę niedaleko rynku, gdzie na spokojnie mogliśmy zobaczyć mecz przy piwku.
No cóż kolejny raz piłkarzom się nie udało, pewnie za jakiś czas będzie to wina kibola.
W drodze to samochodu można było już zauważyć wśród pikników zdenerwowanie i niektóre barwy lądowały na ziemi czy w krzakach – tak wygląda ich patriotyzm …

Oczywiście zgodziła się na to, bo była to kolejna okazja do pokazania jaka Polska jest „gościnna”, a Tusk z radości już klaskał uszami, bo kolejna okazja przed nim by polizać dupę kacapom.
Rosyjscy kibice zapowiadali, iż nie będzie prowokacji ani sierpa i młota co było do przewidzenia, że tak nie będzie, dlatego też z całej Polski zjechali się kibice do Stolicy by „przywitać” Ruskich.
W zasadzie spontanicznie wybrało się też 15 kibiców Ruchu Radzionków (Pewnie więcej osób było, jednak tylko o tylu wiemy).
Część podróżowała autem, jedni busikiem, a inni znów pociągiem z Katowic, gdzie oprócz nas jechali również kibice Górnika Zabrze, ROWU i Rakowa w tym samym celu co My.

Od samego wyjścia w Warszawie było czuć w powietrzu napiętą atmosferą, gdzie między Polakami chodzili Ruscy, którzy raczej oczy mieli dookoła głowy, a każdy z nas czekał, aż to wszystko wybuchnie.
Przez parę godzin zwiedzaliśmy Warszawę i czekaliśmy na godz. 17:00, bo Ruscy na tą godzinę zorganizowali zbiórkę przed mostem Poniatowskiego.
Marsz ruszył razem z ogromnym kordonem policji i mimo to awantura się rozkręciła na dobre !
Trudno to wszystko opisać, bo w wielu miejscach trwały walki z Rosyjskimi kibicami.
Część z nich stawiała opór i próbowała na ogół atakować januszy, część od razu uciekała tracąc przy tym swoje barwy.
W niektórych momentach policja była bez radna, bo w każdej uliczce i na każdym skrzyżowaniu Ruscy dostawali po mordach.

Sytuacja uspokoiła się chyba dopiero wtedy, gdy ostatni ich kibic wszedł na stadion, a większość Polaków udała się na telebim, gdzie również były jakieś starcia z policją, lecz tego już nie widzieliśmy, bo byliśmy w całkiem innym miejscu.
Mecz meczem i mimo wszystko każdy go w jakimś stopniu przeżywał i szkoda, że tylko zakończył się remisem.
Wieczorem znowu pochodziliśmy po Warszawie i udaliśmy się na pociąg powrotny.
Wrocław: Polska - Czechy.
W Wrocławiu nastawienie bojowe mieli chyba tylko piłkarze, dla których był to mecz o wszystko.
Wyjechaliśmy na spokojnie w godzinach po południowych i na A4 prawie wszystkie samochody w barwach Polski.
Przed bramkami konkretny korek w którym ludzie tańczyli na samochodach i chodzili na boso po ulicy :)

Już w samym Wrocławiu podobnie jak w Warszawie mnóstwo ludzi, jednak można było też zauważyć grupki normalnych kibiców.
Z nudów postanowiliśmy pojechać tramwajem pod stadion, gdzie droga trwała z 30 minut w konkretnym ścisku. W połowie już chcieliśmy wyjść, jednak udało się dojechać do końca.
Zobaczyliśmy stadion, fajną dziewczynę, która sikała przy przystanku nie krępując się z tym zbytnio :) i wróciliśmy na rynek, gdzie się okazało, że strefę kibica już zamknięto z powodu zbyt dużej liczby kibiców.
Zbytnio się tym nie przejęliśmy i na szybko znaleźliśmy knajpę niedaleko rynku, gdzie na spokojnie mogliśmy zobaczyć mecz przy piwku.
No cóż kolejny raz piłkarzom się nie udało, pewnie za jakiś czas będzie to wina kibola.
W drodze to samochodu można było już zauważyć wśród pikników zdenerwowanie i niektóre barwy lądowały na ziemi czy w krzakach – tak wygląda ich patriotyzm …

Dodane: 2012-06-19