Na kibicowskim szlaku - Euro 2016 okiem kibica Ruchu

Meczem z Portugalią nasza reprezentacja zakończyła wspaniałą przygodę z Euro 2016, a dzięki swojej postawie, walce i zaangażowaniu sprawiła wszystkim kibicom sporo radości i dopiero w ćwierćfinale lepsza okazała się drużyna z Portugalii, wygrywając dopiero po rzutach karnych.
Jedni emocje przeżywali w domu przez TV, inni w barach czy strefach kibiców, ale część fanatyków Ruchu Radzionków była obecna prawie na każdym meczu we Francji wraz z nową flagą. Oprócz meczu z Ukrainą nasi kibice byli obecni na pozostałych spotkaniach oraz zaliczyli mecz Szwajcaria - Rumunia. Oto pełna relacja z całej podróży wraz ze zdjęciami nie tylko ze spotkań ale również miasta i ciekawych miejsc:

To był długo wyczekiwany wyjazd na naszym kibicowskim szlaku. Po bardzo dobrej grze w eliminacjach naszych piłkarzy, gdzie mogliśmy ich wspierać prawie na każdym meczu, mieliśmy okazje zrobić to również na turnieju we Francji.
Nasza eskapada miała trwać cały tydzień jednak na fanatyzm niema leku i jesteśmy obecni do samego końca z naszą kadrą, ale może zaczniemy od samego początku.
Naszą podróż zaczynamy w dzień otwarcia mistrzostw 10.06.2016.
W godzinach wieczornych wyruszamy jednym samochodem w stronę Francji ,z racji iż chcieliśmy zwiedzić po drodze parę ciekawych miejsc jedziemy trasą w stronę słonecznej Italii.
Po wielu godzinach męczącej drogi zatrzymujemy się w samej Wenecji, kupujemy bilety na wodną taksówkę i płyniemy w stronę placu Św.Marka, gdzie zwiedzamy najciekawsze miejsca i robimy parę pamiątkowych zdjęć.
Jeśli ktoś planuje romantyczna podróż gondolą ze swoją druga połówką to weźcie pod uwagę zapach wody :)
Naszym kolejnym przystankiem była Werona, gdzie również spacerujemy po najciekawszych miejscach. Wizytówką tej pięknej miejscowości
jest słynny balkon Romea i Julii, a po tej wizycie kierujemy się już do Francji, a dokładnie do Cannes gdzie mieliśmy spędzić 3 dni.
Lokalizacja naprawdę robiła wrażenie i można było trochę odpocząć i cieszyć się pięknymi widokami.
Gdy docieramy do hotelu było już wiadomo, że będzie to kibicowski hotel, a na samym wejściu widzimy flagi naszych przyjaciół z Węgier, jak i mnóstwo kibiców z Polski.
Jak się później okazało w naszym hotelu znajdował się basen, który był czynny od 10-16 i oczywiście był chroniony, jednak postanowiliśmy nieco zmienić godziny otwarcia i w godzinach nocnych przeskakujemy ogrodzenie i lądujemy w wodzie robiąc trochę hałasu i szybko się zawijamy wiedząc, że za chwile zjawi się ochrona.
Nasza dalszą zabawę tej nocy kończymy nad lazurowym wybrzeżem z Cidrowskimi przyśpiewkami.
Następnego dnia pogoda była tropikalna więc większość czasu spędzamy na plaży, by później zwiedzić trochę dalszą część tego miasta, który słynie głownie z najsłynniejszego Festiwalu filmowego, jednak bardziej do gustu przypadła mi natomiast Nicea - promenada i sam rynek jakoś bardziej do mnie przemawiały.
Po drodze natrafiamy na miejsce w którym niestety zginął kibic z Irlandii spadając z promenady.

- 12 czerwca Polska-Irlandia Północna
Z Cannes do Nicei kawałek drogi był więc chcieliśmy długo przed pierwszym gwizdkiem pojawić się już na stadionie, jednak korki i szukanie parkingu pozmieniały nasze plany, jak się później okazało te problemy były niczym w porównaniu z tym, że po drodze tracimy wszystkie bilety w tłumie kibiców ... każdy z nas przeżył pierwszy zawał serca :)
Decydujemy się na powrót i po drodze widzimy Irlandczyków, którzy na szczęście mają nasze bilety i z uśmiechem na twarzy nam je zwracaj.
Powoli dochodzimy już na stadion, a przed nami już pierwsze przetarcie przez stewardów i tu jestem miło zaskoczony, bo spodziewałem się, że plecak i flagę będzie trzeba rozwinąć i pokazać, jednak ochrona nawet nie sprawdza co mam w plecaku, a znów innych kibiców nie wpuszczają z plecakami i torbami. Chyba po prostu zależało to od humoru stewardów.
Jeszcze tylko odbicie biletu i można wchodzić na sektor, gdzie już można było pomarzyć żeby wywiesić w dobrym miejscu flagę ,trzeba przyznać ze nikt na tych mistrzostwach nie był tak dobrze oflagowany jak Polska, kręcimy się trochę na sektorze i postanawiamy dostać się na piętro wyżej, gdzie zrobiło się miejsce na flagę, jednak ochrona nie pozwala nam tam wejść ponieważ nie mamy biletu na ten sektor. Tu z pomocą przyszedł chłopak ze Stomilu Olsztyn, który dał nam bilet na ten sektor i nasza flaga wisi już na samym środku sektora.
Na meczu dużo ekip z całej Polski, najbardziej rzuciła mi się w oczy ekipa GKSu Katowice i oczywiście wiele innych ekip równie dobrze się prezentowała.
Co do meczu - historyczny sukces! wygrywamy pierwszy mecz na Mistrzostwach Europy co daje wielkie nadzieje, że nasza przygoda nie zakończy się tylko na meczach grupowych.







Monaco, ST Tropez, Marsylia, Paryż.
Po 3 dniach spędzonych w Cannes wyruszamy już w stronę Paryża, jednak po drodze meldujemy się w Monaco gdzie oczywiście spędzamy czas na mieście, postanawiamy też zagrać w słynnym kasynie jednak opuściliśmy go o kilka Euro biedniejsi.
Następnego dnia udajemy się na słynną plaże St Tropez, gdzie plażujemy ładnych parę godzin i lecimy w dalsza drogę.
Kolejnym przystankiem była Maryslia, gdzie dzień wcześniej Rosja zrobiła niemały bajzel na mieście.
Trochę kręcimy się po rożnych okolicach, gdzie w pewnym momencie zjawia się spora ilość policji, ale nikt nie miał pojęcia w jakim celu, ponieważ w tym dniu nie było żadnego meczu w Marsylii, jednak zagadki nie rozwiązaliśmy.
W końcu docieramy do Paryża tam oczywiście miejsc które zwiedziliśmy było tyle ze zostawimy to w Fotorelacji.

- 16 czerwca Polska-Niemcy
Ten mecz został rozegrany na stadionie w Saint-Denis w dzielnicy Paryża.
Jeśli chodzi o samo spotkanie to remis chyba każdy brał by w ciemno.
W Paryżu wejście na stadion już nie było takie proste jak w Nicei, ponieważ sprawdzanie było o wiele dokładniejsze i w dodatku musieliśmy przejść kilka razy przez kontrolę.
Doping na tym meczu chyba był o wiele lepszy niż na meczu z Irlandią a słynne "Deutschland auf wiedersehen" niosło się głośniej niż sam hymn. Szczerze mówiąc spodziewałem się po Niemieckich kibicach czegoś więcej, a tak naprawdę cały mecz siedzieli cicho.
Przygotowali jakąś oprawę, ale nic skomplikowanego w dodatku oprawa pewnie była zafundowana przez Niemiecki Związek Piłki Nożnej "DFB".
Nasza flaga również wisiała na tym meczu jednak niestety nie było dane nam być w sektorze Polskich kibiców i zdjęcia nie udało się zrobić, lecz z tego co wiem, to parę razy była widoczna podczas transmisji w TV.





- 25 czerwca Polska - Szwajcaria 1/8 finału
Po tygodniowym pobycie we Francji przyszedł czas powrotu, jednak jak się okazało po meczu z Ukrainą, szybkie załatwienie urlopu i już wiadomo, że pojawimy się w Saint Etienne, gdzie miał się odbyć pierwszy ćwierćfinał.
W piątek, dzień przed meczem po pracy pakujemy się do samochodu i po 17 godzinach drogi jesteśmy już na miejscu, gdzie na wiele godzin przed meczem było już czuć atmosferę tego spotkania.
Na mieście tysiące kibiców z Polski i Szwajcarii.Wejście na sam stadion znowu różniło się od poprzednich,
Na pierwszej bramce flaga zostaje dosłownie przeskanowana literka po literce i po 5 minutach zastanawiania się zostają wezwane posiłki.
Podchodzi jakiś ważny ochroniarz w garniturze, niby znawca flag i wyciąga telefon, a na nim setki Polskich flag z zakazanymi znakami.
Pewnie lista była robiona przy współpracy z brudasami z organizacji "Nigdy Więcej".
W końcu pada werdykt ze flaga jest ok i po dosłownie kilkunastu metrach kolejna ochrona i znowu zaczyna się wszystko od nowa.
Sprawdzanie po 5 osób jednej małej flagi czyli powtórka z rozrywki.
Gdy odbijam bilet na stadionie melduję się dokładnie 3 godziny przed meczem, gdzie trybuny prawie świeciły jeszcze pustkami jednak parę dobrych Polskich ekip już na sektorze stało.
Czasu było dużo więc można było porozmawiać z innych kibicami o różnych ciekawych sprawach i planach, a z godziny na godzinę stadion zaczynał się wypełniać i można było już tylko czekać aż rozpocznie się najważniejszy jak do tej pory mecz,.
Doping Szwajcarów właściwie do momentu strzelenia bramki na 1-1 nie istniał, nasz doping całkiem przyzwoity.
W regulaminowym czasie pada remis, emocje dopiero się zaczynają, gdy po dogrywce również niema rozstrzygnięcia.
Rzuty karne w których każdy dosłownie stał na palcach i obgryzał paznokcie, a niektórzy woleli tego nawet nie oglądać, jednak gdy pada ostatni karny - euforia na trybunie sięga zenitu. Piłkarze podchodzą pod sektor i długo nam dziękują za doping i obecność.
Po meczu większość udaje się na miasto, gdzie trwa jedna wielka feta, palą się race, w restauracjach lecą różne polskie hity, a zabawa pewnie trwała do samego rana, jednak z racji iż przyjechaliśmy tylko na jeden dzień nie mięliśmy okazji dotrwać do samego końca.
Na rynku dołącza do nas kilku naszych kibiców, którzy jechali trochę wcześniej i oficjalnie na tym meczu było nas 8.









- 30 czerwiec Polska - Portugalia 1/4 Finału

W środę 29.06 chwilę po pracy znowu się spotykamy i po raz trzeci wyjeżdżamy w podróż do Francji, tym razem jedziemy 2 samochodami.
Była to najdłuższa podróż, do Marsylii, bo jechaliśmy około 20 godzin.
Meldujemy się w hotelu na obrzeżach miasta, gdzie trochę odpoczywamy i z tego miejsca ruszamy w kierunku stadionu.
To miejsce przerosło nasze oczekiwania, ponieważ na rynku było tysiące Polaków i Portugalczyków, a po odebraniu biletów udajemy się szybko na stadion.
Na wejściu nie robią nam problemów z wniesieniem flagi. Na trybunach meldujemy się około półtorej godziny przed meczem.
Niestety najlepsze miejsca na flagi były już zajęte, znajdujemy jednak inne miejsce by ją wywiesić.
Na stadionie spotykamy jeszcze 2 naszych kibiców.
Po odśpiewaniu hymnu rozpoczyna się mecz, a szybko strzelona bramka doprowadza Polskich kibiców do wielkiej euforii.
Pierwsze 30 minut ciągłe ataki polskich piłkarzy nakręcają doping Polaków.
Niestety zamiast drugiej bramki pada przypadkowy gol do Portugalii (Strzelona przez murzyna na Euro) i wtedy spotkanie się wyrównuje.
Portugalczycy na trybunach do przerwy dużo głośniejsi.
W drugiej połowie Polscy Janusze zafascynowani "szkocją" Islandczyków próbują wprowadzić do dopingu to samo, jednak nie wychodzi to najlepiej mimo to ciągle jest powtarzana.
Trzeba zaznaczyć, że kibice Islandii nauczyli się tego od nas i teraz jest widoczna różnica jaka dzieli pikników z Polski, a prawdziwych fanatyków z naszych stadionów, gdzie "Szkocja" robiona jest bez problemów.
Po kilku nieudanych zagraniach najlepszego piłkarza Portugalii, Polacy próbują do końca wytrącić z równowagi krzycząc "Messi".
W dogrywce piłkarze czekają tylko na karne.
Na trybunach w 110 minucie doszło do zamieszania, interweniowała Policja, trudno jednak nam było stwierdzić kto brał udział w zamieszaniu (Pewnie jakieś ekipa z Łodzi czy Krakowa).
Chwilę potem na murawę wbiega kibic, który jednak zostaje szybko powalony i wyniesiony z boiska.
Po dogrywce drugi raz pod rząd czekają nas rzuty karne.
Niestety Kuba Błaszczykowski pudłuje, a Portugalczycy bezbłędnie wykonują jedenastki.
Czujemy straszny niedosyt ponieważ można było ten mecz wygrać i zdobyć historyczny medal mistrzostw Europy.
Z drugiej strony Polacy odnieśli wielki sukces dochodząc do ćwierćfinału.
Po meczu udajemy się od razu do samochodu i wracamy do hotelu. Na meczu jest obecnych 6 kibiców Ruchu Radzionków.
W czwartek rano jedziemy raz jeszcze do Nicei, tam spędzamy czas kapiąc się w morzu oraz bawiąc w strefie kibica.
Później udajemy się do Pizy, gdzie jemy Pizze i zwiedzamy największą i w sumie jedyną atrakcje Krzywą wieżę.
Na następny dzień udajemy się do Florencji, gdzie miło spędzamy czas korzystając z słońca oraz pięknych zabytków.
Wieczorem szukając "mordowni", by poczuć klimat oglądania meczu Reprezentacji Włoch wśród ich kibiców przypadkowo trafiamy do jednego z najlepszych lokali w mieście, przypominającego raczej restauracje w Dubaja niż szukane przez nas puby.
Jednak zostajemy tam oglądając pierwszą połowę meczu, po której udajemy się prosto do domu.





- 15 Czerwiec Szwajcaria- Rumunia
Zwiedzanie Paryża rozpoczęliśmy od odwiedzenia stadionu "Parc De Princes", gdzie na co dzień swoje mecze rozgrywa PSG.
W ten dzień odbywało się tam jednak hitowe starcie Rumunii z Szwajcarią.
W okolice stadionu docieram około dwie godziny przed rozpoczęciem spotkania, gdzie znajdujemy miejsce do parkowania i udajemy się pod stadion w celu zakupu biletu od miejscowych koników. "Handlarze" łapiąc okazje otoczyli nas i próbowali nieźle na nas zarobić.
Jednak to my w tych targach dyktowaliśmy warunki i wchodzimy na stadion kupując bilety niemal sześciokrotnie taniej niż były warte :)
Na stadion wchodzimy w ostatniej chwili i oglądamy mecz Rumunii, którzy odpalają dwie race po strzelonej bramce po czym ochrona szybko ich zawija ...to tyle jeśli chodzi o aspekty kibicowskie na tym spotkaniu.























Dodane: 2016-07-05
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04