Tarnowskie Góry zdobyte !

Po odwołaniu meczu z powodu niespodziewanych opadów śniegu w pierwotnym terminie, przychodzi nam ruszyć do miasta powiatowego pokazać ile znaczy miejscowy Gwarek, na rejonach będący jedynie tworem grającym dla działaczy i sponsorów.
Kibiców zorganizowanych nie stwierdzono, gdyż lokalny FC Górnika na Gwarku nie działa od pamiętnego meczu pomiędzy naszymi zespołami, gdzie najpierw nie wpuszczono miejscowych, a finalnie zarząd Gwarka za przewrócenie płotu zafundował kilku chłopakom od nas zawiasy i wysokie grzywny, a jeden dobry chłopak wylądował na przymusowych wakacjach.



Wśród miejscowych wypatrujemy jedynie pociesznych małolatów obserwujących nas lornetkami z tylko ich znanych powodów.
My tymczasem w środowe popołudnie zbieramy się w 70 osób i przy dużej obstawie psów jedziemy jednym autokarem wesprzeć naszych piłkarzy, mimo iż gramy już właściwie o pietruszkę.
Liczbę jak na środę oceniamy jako przyzwoitą. Na meczu sporo tragikomicznych sytuacji.
Jeden z naszych emigrantów zwracając piłkę na boisko traci prawego buta, który leci niemal równie daleko co futbolówka. Salwy śmiechu, straszymy go zakazem stadionowym i zaproszeniami do telewizji śniadaniowych.
Dopingujemy przeciętnie, na co wpływ miał zapewne brak bramek. Widowisko sportowe jednak trzeba ocenić całkiem pozytywnie. Nasi piłkarze wreszcie ambitnie w meczu o stawkę, z zębem.
Poprzeczka Trzcionki zatrzymuje puls wszystkim obecnym na trybunie będącej architektonicznie rodem z A-klasy.
Nadmiar emocji u dwóch łbów od nas powoduje w pewnym momencie małe spięcie wewnątrz sektora i kilkukrotnie musimy ich rozdzielać. Pech chciał, że trafiło na najbardziej upartych wśród nas, co łapią paparazzi i znów chcąc nie chcąc o meczu robi się głośno, bo ujęcia wyglądają całkiem poważnie. Po całym zamieszaniu chłopaki przybili sobie już piątki i nie ma sensu ciągnąć tego tematu dalej, bo w całej Polsce takie sytuacje były, są i będą nawet wśród swoich kibiców.
Wraz z upływającymi minutami spotkania przygotowujemy się na wynik remisowy, jednak w ostatniej doliczonej minucie meczu sędzia dyktuje rzut karny dla Radzionkowa. Cóż się wtedy dzieje w naszych głowach.
Klasycznie wznosimy dłonie przed siebie, a do jedenastki podbiega wychowanek i kapitan Żółto – Czarnych – Marcin Trzcionka.
Kilka kroków rozbiegu i ... bramka !
Szał radości jakiego nie pamiętamy od dawna, piłkarze podbiegają do nas wraz z ławką rezerwowych.
Nie wiele brakuje i kolejne ogrodzenie na tym przeklętym stadionie padłoby niczym Władimir Kliczko w niedawnej potyczce z murzynem.
Po meczu długo dziękujemy naszym zawodnikom, a oni zarzucają specjalnie przygotowaną śpiewkę, gdzie dziękują nam za wsparcie na wyjazdach.
Po sektorze niesie się „A po meczu znowu będzie bal” i zgodnie z tekstem piosenki ruszamy świętować derbowe zwycięstwo do jednego z okolicznych barów.
Tam już bez walk bratobójczych, bawimy się w ok 30 osób do późnych godzin nocnych.
Niejeden zakład pracy został dziś z samego rana poinformowany o urlopie na żądanie. Byle więcej takich wyjazdów, dni i nocy.

P.



Dodane: 2017-05-18
ultrasruch.com - Serwis kibiców Ruchu Radzionków | South Inferno ' 04