Nasi na kadrze. Izrael - Polska
16 listopada nasza reprezentacja rozegrała mecz w Izraelu w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy, które odbędą się już w przyszłym roku.Na tym wyjeździe pojawili się również kibice Ruchu Radzionków, którzy od razu po debrach z Szombierkami ruszyli do Izraela.
Nasi kibice mecz połączyli z kilkudniowym pobytem w tym kraju i mamy dla Was ciekawą relację napisaną przez jednego z fanów ...
Omijajcie ten kraj szerokim łukiem…
Kiedy poinformowaliśmy swoich kolegów po szalu, bliskich i rodziny o tym, że wybieramy się na 8. dniowy wojaż po Palestynie i Izraelu na twarzach można było zauważyć pewną konsternacje. Oczywiście głównym celem wyjazdu był mecz reprezentacji, który został zaplanowany na 16-go listopada w Jerozolimie. Zamawiając bilety lotnicze na przełomie stycznia i lutego, nie wiedzieliśmy jeszcze, że ten termin zupełnie nie będzie nam odpowiadał. Po przerwie letniej wraz z nowym terminarzem okazało się, że właśnie w tym dniu ŚZPN zaplanował derby z Szombierkami Bytom. Kiedy w głowie rodziły się pomysły rezygnacji z tej wyprawy Klub sprawił nam miłą niespodziankę zmieniając termin spotkania na 15-go listopada. Wszystko układało się pomyślnie do momentu, w którym na niecały miesiąc przed wyjazdem sytuacja na linii Izrael – Palestyna stała się ponownie napięta. Na tydzień przed spotkaniem konflikt przerodził się w regularną wymianę rakiet pomiędzy Strefą Gazy, a siłami obronnymi Izraela. Większość osób odradzała nam ten wyjazd, mówiąc że mamy omijać ten kraj szerokim łukiem. Postanowiliśmy jednak sprawdzić to na własnej skórze.
Dzień 0
Dzień zero przypadał na 15-go listopada. Od kilku tygodni żyliśmy nadchodzącymi derbami, na których South Inferno obchodziło 15-lecie swojego istnienia. Mówiąc wprost nikt z nas jeszcze nie myślał o kadrze. Cidry zaczynały spotkanie o 19:19, a my o 5:30 wylatywaliśmy z Krakowskich Balic. Godziny mówiły jasno, że czeka nas nieprzespana noc. Piłkarze dali dupy, ale większość się tego spodziewała. My na trybunach odpaliliśmy na pełnej i ze zdartymi gardłami, przemarznięci, zawinęliśmy się na chatę po spotkaniu dopinać walizki.
Dzień 1
Dzień pierwszy rozpoczął się o godzinie 2:00. Zbiórka na osiedlu, ledwo domykamy bagol i ruszamy na lotnisko. Cała trasa mija na oglądaniu opraw ze spotkania derbowego i delikatnej degustacji trunków kojących zdarte gardła. Nasza trasa do Izraela była specyficzna, bo prowadziła przez… Kijów. No cóż, tak było taniej O 8:30 lokalnego czasu meldujemy się na lotnisku Kijów-Borispol, gdzie mamy godzinną pauzę. Stamtąd bezpośredni lot do Tel-Avivu. Przy odprawie widać, że nie tylko my wybraliśmy takie połączenie na spotkanie reprezentacji. Spora część pasażerów to Polacy mający zamiar wspierać reprę w Izraelu. Kilku Januszów w czapkach stylizowanych na polską husarię przesadziło z degustacją lokalnych napojów wyskokowych na strefie wolnocłowej i przy odprawie da się słyszeć Mazurka Dąbrowskiego.
Lot bez większych przygód i bezpiecznie lądujemy w Tel Avivie. Po odebraniu bagaży idziemy kupić lokalną kartę z Internetem, której cena (170 ILS = ok. 190 PLN) utwierdziła nas w przekonaniu, że zawartość portfeli wyczyścimy w tym kraju do zera. Następnie wypożyczamy auto i na GPS’a wrzucamy lokalizację – Jerozolima. Dla urozmaicenia wyjazdu postanowiliśmy zarezerwować pierwsze dwa noclegi po stronie Palestyńskiej. Przed wyjazdem słyszeliśmy wiele opinii, które stanowczo sobie zaprzeczały. Po nieprzespanych ponad 30 godzinach zależało nam na tym, aby dotrzeć możliwie sprawnie na miejsce i przed meczem zaliczyć krótką kimę. Po drodze mijamy punkt kontrolny na granicy Izraelsko-Palestyńskiej. Już z daleka widać było rozciągający się mur z wieżami, na których stacjonuje Izraelskie wojsko. Co ciekawe, kiedy wjeżdżamy do Palestyny nikt nas nie kontroluje. W punkcie kontrolnym znajduje się tylko wojsko Izraelskie, które sprawdza wjeżdżających do kraju z Palestyny (w szczególności Palestyńczyków).
Punkt kontrolny na granicy Izrael - Palestyna

Z hotelu mamy na stadion ok. 11 km. Wyjeżdżamy na luzie o 20:00, przekonani, że na godzinę przed pierwszym gwizdkiem będziemy już na trybunach. Nic bardziej mylnego. Okazało się, że w dniu meczu kontrole osób wjeżdżających z Palestyny są o wiele bardziej dokładne i tym samym 11 km jechaliśmy blisko… 2 godziny. Na mecz docieramy w 5 minucie (!) spotkania. Co ciekawe wejście na stadion w Jerozolimie przebiegło bardzo sprawnie. Po sprawdzeniu biletów, jeden ze stewardów przeszukał nas, przy czym kontrola była na tyle „dokładna”, że każdy z nas mógłby wnieść na obiekt po kilka rac, albo dobry ładunek wybuchowy :)
Stadion z daleka

Widok z sektora gości

Kolejne dni to już nic innego jak urlopowa sielanka. Krok po kroku zwiedzamy Jerozolimę, gdzie spotykamy chłopaków z Powiślanki Lipsko, ŁKS-u Łodź i jednego wariata z Nowego Jorku. Po dniu meczowym na ulicach widocznych wielu Polaków. Dla nas wycieczka dopiero się zaczęła. Na swojej trasie mieliśmy zaplanowane jeszcze noclegi w Tyberiadzie, Hajfie i Tel Aviwie. Łącznie zrobiliśmy ponad 1000 km furą zwiedzając ten kraj wzdłuż i wszerz. Do najciekawszych punktów na trasie można zaliczyć Betlejem, Jerycho, Tabgę, Wzgórza Golan, Nazaret czy też starożytną Akkę. Każda z lokalizacji w których mieliśmy nocleg, miała wiele do zaoferowania.
Słowem podsumowania warto dodać, że zarówno w Palestynie, jak i w Izraelu zupełnie nie odczuwa się zagrożenia konfliktem zbrojnym. Turyści z obu stron są bardzo pozytywnie przyjmowani i nie ma się czego obawiać. Wyprawa na to spotkanie miała szczególny klimat, dlatego możemy tylko żałować, że kolejne mecze reprezentacji odbędą się w tak „standardowych” lokalizacjach.
P.S. Pod żadnym pozorem nie omijajcie tego Państwa szerokim łukiem - do następnego!


Dodane: 2019-12-01