Ruch - Raków ( relacja )
Mimo ostatniej pozycji w tabeli drużyny Ruchu Radzionków, w meczu z Rakowem Częstochowa liczyć można było na choćby chwilowe odrodzenie radzionkowskich trybun ... Bo o ile słaba gra drużyny i bardzo słabe osišgane przez niš wyniki mogły tylko zniechęcać kibiców do odwiedzania stadionu, o ile nowy trener na ławce z pewnociš wystarczajšcym bodcem być tu nie mógł, ale przyjazd atrakcyjnego rywal na pewno, choćby tylko „do młyna”, mógł ludzi przycišgać. I nic dziwnego, w końcu tych ekip z wysokiej kibicowskiej półki z roku na rok coraz mniej na stadion Ruchu Radzionków wita. A Raków był dodatkowo tym rywalem, z którym już bardzo dawno fanom „Cidrów” nie było dane się spotkać.
I faktycznie, o ile ogólna frekwencja na stadionie pozostała na stałym w tym sezonie, niestety bardzo słabym poziomie, o tyle „młyn” prezentował się najlepiej w tym sezonie. Liczył być może nawet „w porywach” do dwustu osób.
I nie tylko liczebnoć „młyna” trzeba tu wyróżnić. Doping, szczególnie ten w pierwszych trzydziestu minutach meczu mógł robić bardzo dobre wrażenie. Potem osiadł, momentami wyraniej, momentami subtelniej, zapewne w skutek nudy wiejšcej z boiska, ale i tak stał na o niebo lepszym poziomie niż w poprzednich meczach.
Także oprawę spotkania ocenić można bardzo dobrze, bo wreszcie na ogrodzeniu zawisło ciut więcej flag, odpalono saletrę, żółte i czarne dymy, wreszcie trzydzieci rac wietlnych. Były także żółte baloniki w asycie czarnego pasu materiału, ale najlepsze wrażenie zrobił chyba napis z folii „Ruch to my” podwietlony kilkudziesięcioma ogniami. Była to pierwsza tego typu prezentacja na trybunach Ruchu.
Niestety znów cała oprawa, w skutek problemów z ochronš i policjš stanęła pod znakiem zapytania, tylko dzięki determinacji kibiców pojawiły się elementy oprawy pirotechnicznej, „niebezpieczne” za okazały się drzewce do flag, i tylko tych nie udało się pokazać.
Raków przyjechał w liczbie około stu czterdziestu osób, z kilkoma flagami, od czasu do czasu z dopingiem.
I faktycznie, o ile ogólna frekwencja na stadionie pozostała na stałym w tym sezonie, niestety bardzo słabym poziomie, o tyle „młyn” prezentował się najlepiej w tym sezonie. Liczył być może nawet „w porywach” do dwustu osób.
I nie tylko liczebnoć „młyna” trzeba tu wyróżnić. Doping, szczególnie ten w pierwszych trzydziestu minutach meczu mógł robić bardzo dobre wrażenie. Potem osiadł, momentami wyraniej, momentami subtelniej, zapewne w skutek nudy wiejšcej z boiska, ale i tak stał na o niebo lepszym poziomie niż w poprzednich meczach.
Także oprawę spotkania ocenić można bardzo dobrze, bo wreszcie na ogrodzeniu zawisło ciut więcej flag, odpalono saletrę, żółte i czarne dymy, wreszcie trzydzieci rac wietlnych. Były także żółte baloniki w asycie czarnego pasu materiału, ale najlepsze wrażenie zrobił chyba napis z folii „Ruch to my” podwietlony kilkudziesięcioma ogniami. Była to pierwsza tego typu prezentacja na trybunach Ruchu.
Niestety znów cała oprawa, w skutek problemów z ochronš i policjš stanęła pod znakiem zapytania, tylko dzięki determinacji kibiców pojawiły się elementy oprawy pirotechnicznej, „niebezpieczne” za okazały się drzewce do flag, i tylko tych nie udało się pokazać.
Raków przyjechał w liczbie około stu czterdziestu osób, z kilkoma flagami, od czasu do czasu z dopingiem.
Dodane: 2005-10-24