Bo to historia, bo to marzenia ...
Czasem wydaje się, że historia małych miasteczek toczy się nie wokół rynku czy ratusza, ale wokół stadionu. Tak było u nas w Radzionkowie, kiedy narodziła się drużyna, która przez dekady była czymś więcej niż klubem. To dzięki niej o naszym miasteczku usłyszała cała Polska — bo któż by pomyślał, że tak niewielka społeczność potrafi wydać z siebie ekipę grającą w ekstraklasie?Dziś ta legenda istnieje, ale jakby na wygnaniu. Od lat gramy poza domem — nie dlatego, że tak chcemy, lecz dlatego, że własnego stadionu po prostu nie mamy.
Obietnice padały, plany krążyły po gabinetach, a burmistrz kilka lat temu deklarujący nowy obiekt, nie spełnił tych oczekiwań.
Klub wciąż czeka, kibice także.
Najgorsze jest to, że stadion to nie tylko beton, stal i trawa.
To symbol ciągłości, dumy i zakorzenienia.
Miejsce, w którym ojcowie pokazywali synom, gdzie stali, kiedy klub bił się o ligowy byt, o awans.
Bez stadionu tracimy nie tylko przestrzeń - tracimy kawałek tożsamości.
Można zamknąć oczy i wyobrazić sobie, że znów wracamy na własne trybuny.
Ale felieton rządzi się faktami, nie marzeniami, a fakt jest taki, że nasza ponad stuletnia drużyna wciąż czeka na dom, który obiecano jej lata temu.
Kiedy się doczeka? Władze miasta znają odpowiedź - pozostaje mieć nadzieję, że w końcu usłyszą także głos swoich mieszkańców.
Poniżej na zdjęciu wejście na stadion od strony osiedla Stroszek - Jedyna rzecz, która pozostała jeszcze po starym stadionie ...

Dodane: 2025-11-18